ANTHONY DE MELLO SJ- "ŚPIEW PTAKA"


     Książka ta została napisana dla ludzi o różnych przekonaniach religijnych i niereligijnych. Nie mogę jednak ukrywać przed moimi Czytelnikami, że jestem kapłanem w Kościele katolickim. Wszedłem z całą świadomością w tradycje mistyczne niechrześcijańskie lub nawet niereligijne- wpłynęły one na mnie i głęboko mnie wzbogaciły. Mimo to zawsze wracałem do mojego Kościoła, który jest moim duchowym domem; chociaż zdaję sobie sprawę (czasem z zawstydzeniem) z jego ograniczeń i ujawniającej się niekiedy małości, równocześnie jestem świadomy, że to właśnie on mnie uformował, ukształtował i uczynił ze mnie to, czym dzisiaj jestem. Dlatego też właśnie jemu jako mojej Matce i Nauczycielowi pragnę z miłością poświęcić tę książkę.


Wszystkim podobają się bajki i właśnie bajki - i to dużo - znajdzie Czytelnik w tej książeczce: bajki buddyjskie, chrześcijańskie, bajki zen, bajki chasydzkie, rosyjskie, chińskie, hinduskie, bajki sufi, bajki stare i nowe.
Posiadają one pewną szczególną właściwość: czytane w określony sposób, dają okazję do duchowego wzrostu.

JAK CZYTAĆ TE BAJKI?

Są na to trzy sposoby:
1. Przeczytać bajkę jeden raz i przejść do następnej. Ten sposób czytania służy wyłącznie rozrywce.
2. Przeczytać bajkę dwa razy, pomyśleć nad nią i zastosować do własnego życia. Jest to rodzaj teologii - można ją praktykować z dość dużym powodzeniem w małych grupkach, w których każdy z uczestników dzieli się z innymi refleksjami, jakie bajka w nim wzbudziła. To, co wtedy powstaje, jest kręgiem teologicznym.
3. Przeczytać bajkę jeszcze raz, po refleksji nad nią. Wyciszyć się i pozwolić, by bajka ukazała nam swoje głębokie wewnętrzne znaczenie. Znaczenie, które jest ponad słowami i refleksjami. Prowadzi to stopniowo do uzyskania rzeczywistości mistycznej.

Taką bajkę można również nosić w sobie przez cały dzień i pozwolić, by wypełniła nas swoją treścią i melodią. Trzeba pozwolić mówić sercu, a nie rozumowi. Jest to jeden ze sposobów, by stać się kimś w rodzaju mistyka. Bowiem mistyka właśnie była celem napisania tych bajek.

UWAGA

Większość bajek posiada komentarz, który nie chce być niczym innym, jak tylko przykładem komentarza, jaki każdy może ułożyć. Ułóż więc własne komentarze. Nie zadowalaj się tymi, które znajdziesz w książce, gdyż wiele razy okazywały się one zbyt ubogie, a czasem wręcz błędne.
Uważaj by nie stosować bajki do żadnej osoby ( kapłana, mułły, sąsiada ani do Kościoła ), jedynie tylko do siebie! Gdybyś tego nie przestrzegał, bajka okazała by się duchowo szkodliwa. Każda z tych bajek ma coś do powiedzenia o TOBIE, nie o innych.
Jeżeli czytasz tę książkę po raz pierwszy, czytaj bajki w takim porządku, w jakim są tutaj uszeregowane. Taka kolejność ma na celu przekazanie pewnej nauki oraz ducha, które można zgubić czytając na chybił-trafił.

SŁOWNIK

Teologia: Sztuka opowiadania o tym, co boskie. Również sztuka słuchania takich opowieści.
Mistycyzm: Sztuka smakowania i odczuwania w sercu wewnętrznego znaczenia tych opowieści - aż nas one przemienią.

JEDZ SAM OWOCE

Pewnego razu uczeń skarżył się mistrzowi:
- Opowiadasz nam różne historie, a nigdy
nie odkryjesz ich znaczenia.
Mistrz odpowiedział:
- Czy byłbyś zadowolony
gdyby ci ktoś ofiarował owoc
i pogryzł go przedtem?

Nikt nie może odkryć za ciebie twojego znaczenia. Nawet mistrz.


ISTOTNA RÓŻNICA

Zapytano raz Uwaisa, wyznawcę sufi:
- Co takiego dała ci Łaska ?
Odpowiedział :
- Kiedy budzę się rano,
czuję się jak człowiek,
który nie jest pewien,
czy dożyje wieczora. -
Ponownie go zapytano:
- Ale czyż nie wiedzą o tym wszyscy? -
Odpowiedział Uwais:
- Tak, oczywiście, że wiedzą,
lecz nie wszyscy to czują.

Nikt się jeszcze nie upił intelektualnym rozumieniem słowa WINO.


ŚPIEW PTAKA

Uczniowie mieli wiele pytań na temat Boga.
Mistrz im powiedział:
- Bóg jest Nieznany i Niepoznawalny.
Każde twierdzenie o Nim,
każda odpowiedź na wasze pytanie
będzie zniekształceniem Prawdy. -
Uczniowie byli zaskoczeni:
- W takim razie, dlaczego mówisz o Nim?
- A dlaczego śpiewa ptak? - odpowiedział mistrz.

Ptak nie śpiewa dlatego, że ma do przekazania jakieś twierdzenie. Śpiewa, ponieważ ma śpiew.
Słowa uczniów muszą być zrozumiałe. Słowa mistrza nie muszą takimi być. Muszą być jedynie słyszane, w taki sam sposób w jaki słucha się wiatru w drzewach, szumu rzeki czy śpiewu ptaka. One rozbudzają w tym, kto słucha, coś, co leży poza wszelkim rozumieniem.


SŁOŃ I MYSZ

Pewien słoń kąpał się spokojnie w sadzawce
w środku dżungli, gdy podeszła do sadzawki
mysz i zaczęła nalegać, by słoń wyszedł z wody.
- Nie chcę - rzekł słoń - jest mi tu dobrze
i wypraszam sobie, by mi przeszkadzano.
- Powtarzam, masz wyjść z wody! -
powiedziała mysz.
- A dlaczego? - zapytał słoń.
- Powiem ci dopiero, gdy wyjdziesz z sadzawki -
odpowiedziała mysz.
- W takim razie ani myślę wychodzić - rzekł słoń.
Wreszcie jednak to zrobił. Wyszedł ciężko z wody,
stanął przed myszą i rzekł:
- No dobrze, dlaczego chciałaś, abym wyszedł z wody?
- Żeby sprawdzić, czy nie założyłeś moich kąpielówek -
odpowiedziała mysz.

Jest nieskończenie łatwiej słoniowi założyć kąpielówki myszy,
niż Bogu zmieścić się w naszych szkolnych pojęciach o Nim.


KRÓLEWSKI GOŁĄB

Nasruddin został pierwszym ministrem króla.
Pewnego razu, kiedy przechadzał się po pałacu,
zobaczył po raz pierwszy w życiu królewskiego sokoła.
Do tej pory Nasruddin nigdy nie widział
takiego g o ł ę b i a.
Wziął więc nożyce i poprzycinał
pazury, skrzydła
i dziób sokoła.
- Teraz wyglądasz na ptaka jak należy - powiedział. -
Twój opiekun wcale się o ciebie nie troszczył.

Biada ludziom religijnym, którzy nie znają innego świata niż ten, w którym żyją,
i nie mają nic do nauczenia się od ludzi, z którymi rozmawiają.


JAK MAŁPA URATOWAŁA RYBĘ

- Co ty do licha wyrabiasz? - zapytałem małpę
widząc, że wyciąga rybę z wody
i układa ją na gałęziach drzewa.
- Ratuję ją od utonięcia - odpowiedziała mi.

To, co dla jednego jest pożywieniem, jest trucizną dla drugiego.
Słońce, które orłowi pozwala widzieć, oślepia sowę.


POSZUKIWANIE OSŁA

Wszyscy się przelękli
na widok mułły Nasruddina na ośle,
przemierzającego w pośpiechu ulice wioski.
- A dokąd to mułło? - pytali go.
- Szukam mojego osła - odpowiedział mułła
nie zatrzymując się nawet.

Widziano pewnego razu mistrza zen Rinzaia, szukającego swego własnego ciała.
Jego co głupszym uczniom wydawało się to bardzo zabawne.
Czasem można spotkać ludzi poważnie szukających Boga!


PRAWDZIWA DUCHOWOŚĆ

Zapytano raz mistrza:
- Co to jest duchowość?
- Duchowość - odpowiedział - to jest to,
co pozwala człowiekowi osiągnąć wewnętrzną przemianę.
- Jeśli zaś ja stosuję metody tradycyjne,
jakie przekazali nam mistrzowie,
czy nie jest to duchowością?
- Nie będzie duchowością,
jeśli dla ciebie nie spełnia tego zadania.
Koc nie jest kocem, jeśli cię nie grzeje.
- Znaczy to, że duchowość się zmienia?
- Ludzie się zmieniają, a również ich potrzeby.
I tak, co kiedyś było duchowością, już nią nie jest.
To, co często uchodzi za duchowość,
jest jedynie powtarzaniem dawnych metod.

Ubranie trzeba kroić na miarę człowieka, a nie człowieka na miarę ubrania.


MAŁA RYBKA

- Przepraszam panią - rzekła jedna morska ryba do drugiej -
jest pani starsza ode mnie i bardziej doświadczona, pewnie
będzie mi pani mogła dopomóc. Proszę mi powiedzieć, gdzie mogę znaleźć to,
co nazywają oceanem? Szukałam już wszędzie - bez rezultatu.
- Oceanem jest miejsce, gdzie teraz pływasz -
odpowiedziała stara ryba.
- To? Przecież to tylko woda...
A ja szukam oceanu - odparła rozczarowana młoda ryba,
odpływając, by szukać gdzie indziej.

Przyszedł do mistrza w stroju sannyasi i przemówił językiem sannyasi:
- Szukałem Boga przez całe lata. Zostawiłem dom i szukałem wszędzie,
gdziekolwiek On mówił, że jest: na szczytach gór, w środku pustyni,
w milczeniu klasztorów i w lepiankach ubogich.
- I spotkałeś Go? - zapytał mistrz.
- Byłbym pyszałkiem i kłamcą, gdybym powiedział, że tak. Nie,
nie spotkałem Go. A ty?
Cóż mistrz mógł odpowiedzieć? Zachodzące słońce zalewało
pokój promieniami pozłacanego światła. Setki wróbli świergotało
na zewnątrz, w gałęziach pobliskiego bananowca. Z daleka
słychać było swoisty hałas ulicy. Komar bzyczał przy uchu ostrzegając,
że zamierza zaatakować... I mimo to ten biedny człowiek mógł usiąść
sobie tutaj i powiedzieć, że nie spotkał Boga, że ciągle szuka !
Po chwili zrezygnowany, wyszedł z domu mistrza. Poszedł szukać gdzie indziej.

Przestań szukać, mała rybko. Nie ma czego szukać. Musisz tylko stanąć spokojnie,
otworzyć oczy i patrzeć. Nie możesz Go nie zobaczyć.


SŁYSZAŁEŚ ŚPIEW TEGO PTAKA?

Hindusi indyjscy utworzyli czarujący obraz relacji między Bogiem
a Jego stworzeniem. Bóg "tańczy" swoje stworzenie. On jest Tancerzem,
stworzenie jest tańcem. Taniec jest czymś innym niż Tancerz, lecz mimo to
nie może istnieć niezależnie od Niego. Nie jest rzeczą, którą
możesz zabrać do domu w pudełku, jeśli ci się podoba.
Gdy Tancerz się zatrzymuje, taniec przestaje istnieć.

W swym poszukiwaniu Boga człowiek myśli za dużo, za dużo
rozważa, za dużo mówi. Nawet kiedy kontempluje ten taniec,
który nazywamy stworzeniem, cały czas myśli, mówi (do siebie lub
do innych), rozważa, analizuje, filozofuje. Słowa, słowa, słowa...
Hałas, hałas, hałas...
Milcz i patrz na taniec. Po prostu, patrz: gwiazda, kwiat, zbutwiały liść,
ptak, kamień... Nadaje się do tego każda część tańca. Patrz. Słuchaj.
Wąchaj. Dotykaj. Smakuj. I bez wątpienia niebawem zobaczysz Jego,
Tancerza, we własnej osobie.

Uczeń ciągle się skarżył swemu mistrzowi zen:
- Stale ukrywasz przede mną ostatnią tajemnicę zen. -
I nie chciał wierzyć w zaprzeczenia mistrza.
Pewnego dnia mistrz zabrał go na spacer w góry.
Gdy szli, usłyszeli śpiew ptaka.
- Słyszałeś śpiew tego ptaka? - zapytał go mistrz.
- Tak - odpowiedział uczeń.
- No więc dobrze, teraz już wiesz,
że nic przed tobą nie ukrywałem.
- Tak - przytaknął uczeń.

Jeśli rzeczywiście słyszałeś, jak śpiewa ptak, jeśli rzeczywiście widziałeś drzewo...
powinieneś wiedzieć więcej, niż wyrażają słowa i pojęcia.
Co mówisz? Że słyszałeś śpiew dziesiątków ptaków i widziałeś setki drzew?
Zgoda. Ale to, co widziałeś, to było drzewo czy jego opis?
Jeśli patrzysz na drzewo i widzisz drzewo, nie widziałeś naprawdę drzewa.
Jeśli patrzysz na drzewo i widzisz cud - wtedy wreszcie zobaczyłeś drzewo!
Czy twoje serce napełniło się kiedyś niemym podziwem, kiedy usłyszałeś śpiew ptaka ?


RĄBIĘ DRZEWO !

Kiedy mistrz zen osiągnął oświecenie,
by to uczcić, napisał takie słowa :
Och, co za wspaniały cud :
rąbię drzewo !
Wyciągam wodę ze studni !

Dla większości ludzi nie ma nic cudownego w zajęciach tak banalnych,
jak wyciąganie wody czy rąbanie drzewa. Gdy się osiągnie oświecenie,
w rzeczywistości nic się nie zmienia. Wszystko jest po staremu. Tyle że
teraz serce napełnia się zdumieniem. Drzewo pozostaje drzewem, ludzie
są tacy jak przedtem i ty także. Życie nie zaczyna biec inaczej. Możesz być
tak samo zmienny czy stały, tak rozważny czy szalony jak dawniej.
Ale jest jednak poważna różnica: teraz widzisz wszystkie te rzeczy w inny sposób.
Człowiek jest jakby bardziej oddalony od tego. I twoje serce napełnia się zdumieniem.

Taka jest istota kontemplacji: zdolności zdumiewania się.
Kontemplacja różni się od ekstazy tym, że ta ostatnia pociąga człowieka do
"odsunięcia się". Kontemplatyk oświecony dalej rąbie drzewo i wyciąga wodę
ze studni. Kontemplacja różni się od wrażliwości na piękno, gdyż ono (obraz czy
zachód słońca) wywołuje przyjemność estetyczną, podczas gdy kontemplacja
wywołuje zdumienie - bez względu na to, czy kontempluje się zachód słońca, czy
kamień. Jest cechą dziecka, że tak często się dziwi.
Dlatego jest tak blisko królestwa niebieskiego.

 

BAMBUSY

Nasz pies Brownie siedział napięty, uszy wyostrzone, ogon drgający nerwowo,
oczy w górę - wpatrywał się w koronę drzewa. Tam była małpa. Jedynie małpa
zajmowała jego świadomość w tym momencie. Jako że nie posiada on zdolności
rozumowania, nie nachodziła go ani jedna myśl, która przeszkadzałaby jego
koncentracji: nie myślał, co będzie jadł wieczorem ani czy będzie coś miał
naprawdę do jedzenia, ani gdzie pójdzie spać. Brownie był lepszym
wyobrażeniem kontemplacji niż wszystko, co dotąd widziałem.
Być może i ty sam doświadczyłeś czegoś podobnego, na przykład kiedy
zostałeś całkowicie pochłonięty widokiem bawiącego się kotka. Oto
zasada kontemplacji równie dobra jak inne mi znane: żyj w pełni teraźniejszością.

Zrób tak naprawdę: Zostaw wszelkie myślenie o przyszłości i przeszłości, wszelkie
pojęcia, wszelkie wyobrażenia i stań się w pełni obecny. I powstaje kontemplacja.

Po latach ćwiczeń
uczeń poprosił swego mistrza,
by udzielił mu oświecenia.
Mistrz zaprowadził go do lasku bambusów i rzekł:
- Zobacz, jaki ten bambus jest wysoki.
spójrz na drugi, jaki jest niski. -
I w tym właśnie momencie
uczeń został oświecony.

Mówi się, że Budda, starając się osiągnąć oświecenie, próbował praktykować
każdą duchowość, wszelkie formy ascetyzmu i wszelkie zasady stosowane w
Indiach jego czasów. Wszystko na próżno. W końcu usiadł pewnego dnia pod
drzewem zwanym bodhi i tam otrzymał oświecenie. Później przekazał tajemnicę
oświecenia swoim uczniom słowami, które niewtajemniczonym mogą wydawać się
enigmatyczne, zwłaszcza jeśli zajmują się swoimi myślami :
"Kiedy oddychacie głęboko, bądźcie świadomi, że oddychacie głęboko.
Kiedy oddychacie słabo, bądźcie świadomi, że oddychacie słabo.
Kiedy nie oddychacie ani za głęboko, ani za słabo, bądźcie świadomi, że nie oddychacie
ani za głęboko, ani za słabo". Świadomość. Uwaga. Zaangażowanie. Nic więcej.

Tę formę zaangażowania możemy zauważyć u dzieci. Mają one łatwy dostęp do królestwa niebieskiego.


CIĄGŁA ŚWIADOMOŚĆ

Żaden z uczniów zen nie ośmieliłby się uczyć innych,
gdyby wcześniej nie był przeżył ze swym mistrzem
przynajmniej dziesięciu lat.
Po dziesięciu latach nauki
Tenno został nauczycielem.
Pewnego razu poszedł odwiedzić swego mistrza Nan-in.
Dzień był dżdżysty i dlatego Tenno założył
drewniane chodaki i zabrał parasol.
Gdy Tenno przybył, Nan-in powiedział:
- Zostawiłeś chodaki i parasol przed drzwiami,
prawda?
Możesz mi powiedzieć,
czy położyłeś parasol po prawej,
czy po lewej stronie chodaków? -
Tenno nie pamiętał i zmieszał się.
Zdał sobie sprawę, że nie potrafi stosować
Ciągłej Świadomości.
I tak został uczniem Nan-in
i studiował kolejnych dziesięć lat,
aż do osiągnięcia Ciągłej Świadomości.

Człowiek, który jest ciągle świadomy, człowiek, który jest w pełni
obecny w każdej chwili : to jest mistrz.


ŚWIĘTOŚĆ W CHWILI OBECNEJ

Zapytano Buddę przy pewnej okazji : - Kto to jest człowiek święty ? -
Budda odpowiedział : - Każda godzina dzieli się na pewną liczbę sekund,
a każda sekunda na pewną liczbę ułamków. Świętym naprawdę jest ten,
kto jest zdolny być w pełni obecny w każdym ułamku sekundy.

Wojownik japoński został ujęty
przez nieprzyjaciół i zamknięty w lochu.
W nocy nie mógł zasnąć, był bowiem przekonany,
że następnego dnia rano
zostanie poddany okrutnym torturom.
Wtem przypomniał sobie słowa
swego mistrza zen: "Jutro nie istnieje naprawdę.
Jedyną rzeczywistością jest teraźniejszość".
Tak to powrócił do teraźniejszości - i zasnął.

Człowiek o ile uwolni się od więzów przyszłości, podobny jest do ptaków na niebie
i polnych lilii. Bez trosk o jutro. Całkowicie w teraźniejszości. Święty człowiek !


DZWON ŚWIĄTYNI

Świątynia znajdowała się na wyspie,
dwie mile od brzegu. Posiadała tysiąc dzwonów.
Dzwony wielkie i małe, dzieło najlepszych ludwisarzy świata.
Gdy wiał wiatr lub zrywała się burza,
wszystkie dzwony świątyni były jednym głosem
tworząc symfonię porywającą serca słuchaczy.
Po kilku jednak wiekach
wyspa zapadła się w morze,
a z nią świątynia i jej dzwony.
Starożytna tradycja mówiła, że dzwony dalej biją bez przerwy
i że ktokolwiek słuchałby uważnie, mógłby je słyszeć.
Poruszony tą legendą młody człowiek przebył
dwa tysiące mil z zamiarem usłyszenia dzwonów.
Całymi dniami siedział na brzegu,
naprzeciw miejsca, gdzie dawnymi czasy
wznosiła się świątynia, i słuchał - słuchał z całą uwagą.
Ale słyszał jedynie szum fal rozbijających się o brzeg.
Wysilał się, jak mógł, by oddalić od siebie szum fal
i usłyszeć dzwony :
wszystko na próżno, szum fal
wydawał się obejmować wszechświat.
Trwał przy tym tygodniami, aż ogarnęło go zniechęcenie.
Wtedy przypadkiem usłyszał mądrych ludzi z wioski :
Rozprawiali z namaszczeniem o tajemniczej legendzie dzwonów
i o tych, którzy je słyszeli. Potwierdzali prawdziwość legendy.
Serce w nim płonęło, gdy słyszał te słowa, by wrócić do zniechęcenia,
gdy następne tygodnie wysiłku nie przyniosły żadnych rezultatów.
Postanowił wreszcie zrezygnować z zamiaru.
Może nie był przeznaczony zostać jednym ze szczęśliwców,
którym dane było słyszeć dzwony.
Może też i legenda nie była prawdziwa.
Wróci do domu i uzna swe niepowodzenie.
Był to ostatni dzień jego pobytu w tym miejscu.
Udał się po raz ostatni na ulubiony brzeg,
aby pożegnać morze, niebo, wiatr i palmy.
Wyciągnął się na piasku patrząc w niebo i słuchając odgłosów morza.
Tego dnia nie opierał się tym odgłosom.
Przeciwnie - oddał się im i odkrył, że poszum fal był dźwiękiem
naprawdę słodkim i przyjemnym. Tak owładnął nim ten odgłos,
że ledwo był świadom samego siebie.
Gdyż głębokie było milczenie, które ten szum wytworzył w jego sercu...
I w tej ciszy usłyszał je !
Dźwięk jednego dzwonka, potem następnego
i jeszcze jednego, i jeszcze...
Oto już wszystkie i każdy z osobna
z tysiąca dzwonów świątyni
dzwoniły w podniosłej harmonii,
a jego serce ogarnęło zdumienie i radość.

Jeśli chcesz usłyszeć dzwony świątyni, słuchaj głosu morza.
Jeśli chcesz widzieć Boga, patrz uważnie na stworzenie.
Nie odrzucaj go ; nie rozmyślaj nad nim. Po prostu, patrz.


SŁOWO STAŁO SIĘ CIAŁEM

W Ewangelii świętego Jana czytamy :

" A słowo stało się ciałem
i zamieszkało wśród nas...
Wszystko przez Nie się stało;
a bez Niego nic się nie stało, co się stało.
W Nim było życie,
a życie było światłością ludzi,
a światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnęła." (J 1,14; 3-6).

Patrz na ciemności. Wkrótce zobaczysz światło. Patrz w milczeniu na wszystkie rzeczy.
Wkrótce zobaczysz Słowo.
Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas...
Budzi litość widok usilnych starań tych, którzy chcą przemienić na nowo ciało w słowo. Słowa, słowa, słowa...


CZŁOWIEK IDOL

Starożytna opowieść hindu:

Był sobie raz pewien kupiec, którego statek
rozbił się u brzegów Cejlonu, gdzie Vibhishana był Królem Potworów.
Kupca zaprowadzono przed oblicze Króla.
Na jego widok Vibhishana nie posiadał się z radości i rzekł :
- Och, wyglądasz jak mój Rama.
Te same ludzkie kształty ! -
Po czym okrył kupca bogatymi strojami i klejnotami
i adorował go.

Mówi mistyk hindu, Ramakriszna : "Gdy po raz pierwszy usłyszałem tę historię, doznałem nieopisanej radości.
Jeśli Boga można czcić w wyobrażeniu z gliny, dlaczegóż by nie w człowieku?".


SZUKAĆ W ZŁYM MIEJSCU

Jeden z sąsiadów zastał Nasruddina
na kolanach, szukającego czegoś.
- Czego szukasz, mułło ?
- Mojego klucza. Zgubiłem go. -
I obaj, na klęczkach, zaczęli szukać zgubionego klucza.
Po chwili zapytał sąsiad:
- Gdzie go zgubiłeś ?
- W domu.
- Święty Boże! W takim razie, dlaczego szukasz go tutaj ?!
- Bo tu jest więcej światła.

Cóż jest warte szukanie Boga w miejscach świętych, jeśli zgubiłeś Go w swoim sercu?


PYTANIE

Pytał pewien mnich:
- Te góry, rzeki, ziemia i gwiazdy... skąd się wzięły ?
I zapytał mistrz :
- A skąd się wzięło twoje pytanie ?

Szukaj wewnątrz siebie !


PRODUCENT ETYKIETEK

Życie jest jak butelka dobrego wina. Niektórzy zadowalają się
czytaniem etykiety, inni wolą spróbować jej zawartość.

Pewnego razu Budda pokazał swoim uczniom kwiat
i poprosił, by powiedzieli coś o nim.
Przez chwilę kontemplowali go w milczeniu.
Jeden wygłosił filozoficzny wykład na ten temat.
Inny ułożył o nim wiersz.
Jeszcze inny wymyślił przypowieść.
Każdy się starał być lepszy od pozostałych.
Producenci etykietek !
Mahakaszjap spojrzał na kwiat -
uśmiechnął się i nic nie powiedział.
On go tylko zobaczył.

Gdybym tak umiał spróbować ptaka, kwiat, drzewo, ludzką twarz...!
Ale niestety! Nie mam czasu.
Jestem zajęty nauczaniem się odczytywania etykietek i wytwarzaniem
moich własnych. Nigdy nie upiłem się winem.


FORMUŁA

Mistyk powrócił z pustyni.
- Opowiedz nam - pytali go z przejęciem - jaki jest Bóg?
Ale jak mógłby wyrazić słowami to,
czego doświadczył w głębi swego serca?
Czyż można Prawdę zamknąć w słowach?
W końcu przekazał im formułkę - niedokładną
oczywiście i niepełną - w nadziei, że ktoś z nich
będzie mógł spróbować i dzięki niej osobiście doświadczyć
tego, czego on doświadczył.
Ci zaś nauczyli się formuły i zrobili z niej tekst święty.
I narzucili ją wszystkim, jakby chodziło o dogmat.
Postarali się wręcz o to, by rozpowszechnić ją w
obcych krajach. A niektórzy nawet
oddali za nią swe życie.
Mistyk się zasmucił. Być może
byłoby lepiej, gdyby nic nie powiedział.


PODRÓŻNIK

Podróżnik wrócił do swego ludu, żądnego wiedzy o Amazonii.
Ale jak mógł wyrazić słowami wrażenie swego serca,
kiedy kontemplował kwiaty przejmująco piękne
i słuchał nocnych odgłosów lasu ?
Jak przekazać to, co czuł w sercu, gdy uświadomił sobie
niebezpieczeństwo ze strony dzikich zwierząt lub gdy
prowadził łódkę przez niepewne wody rzeki ?
Powiedział: - Idźcie i odkryjcie to sami.
Nic nie zastąpi własnego ryzyka i osobistego doświadczenia. -
Wszakże dla orientacji wykreślił mapę Amazonii.
Zrobili z niej kopię dla każdego z nich.
Kto miał kopię, uważał się za znawcę Amazonii;
bo czyż nie znał każdego zakrętu i zakola rzeki oraz jak była szeroka
i jak głęboka, gdzie były wodospady i kaskady ?
Podróżnik żałował przez całe życie,
że sporządził tę mapę.
Byłoby lepiej, gdyby jej nie zrobił.

Mówi się, że Budda stanowczo odmawiał mówienia o Bogu.
Prawdopodobnie zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa
sporządzania map dla potencjalnych podróżników.


TOMASZ Z AKWINU PRZESTAJE PISAĆ

Kroniki mówią, że Tomasz z Akwinu, jeden z najwybitniejszych teologów, jakich zna historia,
pod koniec życia nagle przestał pisać. Gdy jego sekretarz skarżył się, że dzieło pozostaje
niedokończone, Tomasz mu odpowiedział: - Bracie Reginaldzie, przed kilkoma miesiącami,
sprawując liturgię, doświadczyłem czegoś z bóstwa. Tego dnia straciłem wszelką ochotę do pisania.
Tak naprawdę, wszystko to, co napisałem o Bogu, wydaje mi się nie więcej warte niż słoma.
Czyż nie może być inaczej, gdy intelektualista staje się mistykiem ?

Kiedy mistyk schodził z góry,
zbliżył się doń ateista i powiedział z przekąsem:
- Coś nam przyniósł z ogrodu wspaniałości, w którym przebywałeś ?
Mistyk odpowiedział: - Rzeczywiście, zamierzałem napełnić chustę
kwiatami, aby po powrocie podarować niektóre z nich przyjaciołom.
Ale tak odurzył mnie zapach ogrodu,
że zapomniałem nawet o chuście.

Mistrzowie zen wyrażają to krócej: "Kto wie, nie mówi. Kto mówi, nie wie".


NUTA MĄDROŚCI

Nikt nie wiedział, co stało się z Kakua,
gdy odszedł sprzed oblicza cesarza.
Po prostu zniknął. A oto jego historia :

Kakua był pierwszym Japończykiem,
który studiował zen w Chinach.
Nigdzie nie podróżował.
Jedyne, co robił, to częste rozmyślanie.
Kiedy ludzie spotykali go i prosili, by głosił kazania,
mówił kilka słów i odchodził w inną stronę lasu,
gdzie trudniej było go znaleźć.
Kiedy Kakua wrócił do Japonii, cesarz o nim usłyszał
i poprosił go, aby mówił o zen przed nim i przed całym dworem.
Kakua stanął w milczeniu przed cesarzem, wyjął flet z fałd swego
ubrania i zagrał jedną krótką nutę.
Potem ukłonił się głęboko przed władcą
i zniknął.

Mówi Konfucjusz: "Nie uczyć człowieka dojrzałego jest marnowaniem
człowieka. Uczyć człowieka niedojrzałego jest marnowaniem słów".


CO MÓWISZ ?

Mistrz wpisuje mądrość w serca swoich uczniów, a nie na karty książek.
Uczeń będzie musiał nosić tę mądrość, ukrytą w sercu, przez trzydzieści czy
czterdzieści lat, aż znajdzie kogoś zdolnego do jej przyjęcia. Taka była tradycja zen.

Mistrz zen, Mu-nan, wiedział, iż ma
tylko jednego spadkobiercę: swego ucznia Shoju.
Pewnego dnia kazał go wezwać i rzekł :
- Jestem już stary, Shoju, i ty będziesz musiał podjąć tę naukę.
Masz tu książkę przekazywaną z mistrza na mistrza
przez siedem pokoleń. Sam dodałem do niej kilka uwag,
które mogą ci być użyteczne.
Weź ją i zachowaj na znak, iż jesteś moim następcą.
- Zrobiłbyś lepiej zatrzymując tę książkę - odparł Shoju. -
Przekazałeś mi zen nie potrzebując słów pisanych
i szczęśliwie będzie, jeśli tak zostanie.
- Wiem, wiem - powiedział cierpliwie Mu-nan -
ale książka służyła siedmiu pokoleniom, może więc
przydać się i tobie. Zatem weź ją i zachowaj.
Siedzieli obaj i rozmawiali przy ognisku.
Ledwie Shoju dotknął książki, rzucił ją w ogień.
Nie miał serca do słów pisanych.
Mu-nan, którego nikt nie widział zdenerwowanego,
krzyknął: - Co za głupstwo robisz? - A Shoju odparł:
- Co za głupstwo mówisz ?

Guru mówi z przekonaniem o tym, czego sam doświadczył. Nigdy nie cytuje książki.


DIABEŁ I JEGO PRZYJACIEL

Pewnego razu wyszedł diabeł
na spacer z przyjacielem.
Nagle zobaczył przed sobą człowieka,
który pochylony nad ziemią usiłował coś zbierać.
- Czego szuka ten człowiek? - zapytał diabła przyjaciel.
- Okruchów Prawdy - odpowiedział diabeł.
- I nie niepokoi cię to? - znów zapytał przyjaciel.
- Ani trochę - odpowiedział diabeł. -
Pozwolę mu zrobić z tego wierzenie religijne.

Wierzenie religijne jest jak drogowskaz wskazujący drogę do Prawdy.
Ludzie, którzy upierają się, aby pozostawać przy drogowskazie, doznają przeszkody
w postępowaniu ku Prawdzie, gdyż mają fałszywe uczucie, że już ją posiadają.


KOŚCI DLA WYPRÓBOWANIA WIARY

Pewien chrześcijański intelektualista, który uważał,
że Biblia jest literalnie prawdziwa aż do najmniejszych szczegółów,
spotkał raz kolegę, który mu rzekł :
- Według Biblii ziemia została stworzona około pięć tysięcy lat temu.
Znaleziono jednak kości świadczące,
że życie na naszej planecie istnieje od setek tysięcy lat.
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać :
- Kiedy Bóg stworzył ziemię pięć tysięcy lat temu,
celowo umieścił te kości w ziemi,
aby wypróbować, czy bardziej będziemy wierzyć
twierdzeniom naukowców,
czy Jego Świętemu Słowu.

Dodatkowy dowód na to, że sztywne wierzenia prowadzą do wypaczenia rzeczywistości.


DLACZEGO UMIERAJĄ DOBRZY LUDZIE

Duszpasterz pewnej wioski odwiedził dom
starej parafianki i popijając kawę,
odpowiadał na pytania, którymi babcia go zasypywała.
- Dlaczego Pan tak często zsyła na nas zarazy? - pytała staruszka.
- No cóż - odpowiedział proboszcz - czasem ludzie są tak źli,
że trzeba ich zgładzić, i dlatego nasz Pan dopuszcza zarazy.
- Ale - zauważyła babcia - w takim razie,
dlaczego ginie tylu dobrych ludzi razem ze złymi?
- Dobrych wzywa Bóg na świadków - wyjaśnił proboszcz. -
Pan pragnie, aby wszystkie dusze miały
sprawiedliwy sąd.

Uparty wierzący potrafi wytłumaczyć absolutnie wszystko.


MISTRZ NIE WIE

Poszukujący zbliżył się z szacunkiem do ucznia i zapytał:
- Jaki jest sens życia ludzkiego ?
Uczeń przeszukał pisma swojego mistrza
i pełen ufności odpowiedział jego słowami:
- Życie ludzkie jest jedynie przejawem Bożej obfitości.
Kiedy poszukujący spotkał się z mistrzem osobiście,
zadał mu to samo pytanie.
Mistrz odpowiedział:
- Nie wiem.

Poszukujący mówi: "Nie wiem". Świadczy to o honorze.
Mistrz mówi: "Nie wiem". Wymaga to posiadania umysłu mistycznego,
zdolnego, by wiedzieć wszystko poprzez niewiedzę.
Uczeń mówi: "Ja wiem". Świadczy to o ignorancji, o wypaczeniu zapożyczonego poznania.


PATRZEĆ W OCZY

Komendant wojsk okupacyjnych powiedział do wójta pewnej wsi:
- Jesteśmy pewni, że ukrywacie we wsi zdrajcę.
Tak więc, jeśli go nam nie wydacie,
uprzykrzymy wam życie, panu i pańskim ludziom,
na ile to będzie w naszej mocy.
Rzeczywiście, wioska ukrywała pewnego człowieka,
który wydawał się dobry i niewinny, więc wszyscy go lubili.
Ale cóż mógł zrobić wójt, teraz,
kiedy został zagrożony spokój całej wsi?
Długie dni dyskusji rady gminnej nie przyniosły rozwiązania.
W końcu wójt przedstawił problem proboszczowi.
Proboszcz z wójtem przesiedzieli całą noc szukając w Piśmie Świętym
i wreszcie ukazało się im rozwiązanie.
W Piśmie był pewien tekst, który mówił: "Lepiej, jeśli jeden człowiek
umrze za lud, niż miałby umrzeć cały naród".
W ten sposób wójt wydał niewinnego wojskom
okupacyjnym prosząc go o przebaczenie.
Człowiek powiedział, że nie ma nic do wybaczenia
i że nie chce narażać wioski na niebezpieczeństwo.
Torturowano go tak okrutnie, że jego krzyki mogli słyszeć
wszyscy mieszkańcy wsi.
W końcu został stracony.
Po dwudziestu latach do wsi przyszedł prorok,
udał się do wójta i rzekł:
- Coście zrobili? Ten człowiek był przeznaczony przez Boga,
by być wybawicielem tego kraju, a ty wydałeś go na tortury i śmierć.
- A co mogłem zrobić?! - zawołał wójt. - Razem z proboszczem
szukaliśmy w Piśmie i postąpiliśmy tak, jak tam było powiedziane.
- To był wasz błąd - rzekł prorok. - Patrzyliście w Pismo,
a powinniście byli również patrzeć w oczy tamtego człowieka.


PSZENICA Z GROBÓW EGIPSKICH

W grobie jednego ze starożytnych
faraonów egipskich znaleziono garść ziaren pszenicy.
Miały pięć tysięcy lat.
Ktoś zasiał ziarna i podlewał.
I ku ogólnemu zdumieniu ziarna ożyły
i wykiełkowały. Po pięciu tysiącach lat !

Kiedy ktoś jest oświecony, jego słowa są jak nasiona, pełne życia i energii.
I mogą zachować formę nasion przez wieki, aż zostaną zasiane w serce żyzne i otwarte.
Zwykłem był myśleć, że słowa pisane są martwe i suche. Teraz wiem, że są pełne energii i życia.
To moje serce było zimne i martwe, jakże więc mogło w nim coś wyrosnąć ?


POPRAW PISMA

Pewien uczony człowiek poszedł do Buddy i rzekł:
- Sprawy, o których nauczałeś, panie,
nie znajdują się w Świętych Pismach.
- W takim razie, ty je tam umieść - odparł Budda.
Po chwili zakłopotania człowiek mówił dalej:
- Czy pozwolisz zauważyć, panie, że pewne sprawy,
których obecnie nauczasz, są wręcz sprzeczne ze Świętymi Pismami?
- W takim razie, popraw Pisma -
odpowiedział Budda.

W ONZ przedłożono propozycję poprawienia wszystkich pism wszystkich religii świata.
Wszystko, co mogłoby w nich prowadzić do nietolerancji, okrucieństwa czy fanatyzmu,
miałoby być wykreślone. Cokolwiek byłoby przeciwne godności lub dobrobytowi człowieka,
miałoby zostać opuszczone.
Kiedy odkryto, że autorem propozycji był sam Jezus Chrystus, dziennikarze oblegli jego
rezydencję szukając pełniejszego wyjaśnienia. Okazało się ono bardzo proste i krótkie:
"Pisma, podobnie jak szabat, są dla człowieka - stwierdził Jezus - a nie człowiek dla Pism".


ŻONA NIEWIDOMEGO

Uczenie człowieka niedojrzałego może okazać się ogromnie szkodliwe:

Był raz człowiek, który miał bardzo brzydką córkę,
więc wydał ją za mąż za ślepca, bo nikt inny by jej nie chciał.
Kiedy pewien lekarz zaofiarował się przywrócić wzrok ślepemu
małżonkowi, ojciec dziewczyny sprzeciwił się z całej mocy,
gdyż obawiał się, że człowiek ten porzuciłby jego córkę.

Na temat tej opowieści Sa`di stwierdza : "Mężowi brzydkiej kobiety lepiej jest zostać ślepym".
A zalęknionym ludziom - nie wiedzieć.


PROFESJONALIŚCI

Moje życie religijne pozostaje całkowicie w rękach profesjonalistów. Jeśli chcę nauczyć
się modlić, idę do kierownika duchowego; jeśli pragnę odkryć wolę Bożą w odniesieniu
do mnie, udaję się na rekolekcje prowadzone przez specjalistę; aby zrozumieć Biblię,
udaję się do biblisty; żeby wiedzieć, czy zgrzeszyłem, czy nie, kieruję się do moralisty;
a żeby zostały mi przebaczone grzechy, idę do kapłana.

Król jednej z wysp południowego Pacyfiku wydawał bankiet
na cześć znacznego gościa z Zachodu.
Kiedy nadeszła pora wygłoszenia pochwalnej mowy na cześć gościa,
Jego Królewska Mość dalej siedział na ziemi,
podczas gdy zawodowy mówca, specjalnie w tym celu wybrany,
rozpływał się w pochwałach.
Po kunsztownym panegiryku gość podniósł się,
aby powiedzieć kilka słów podziękowania królowi.
Jego Królewska Mość powstrzymał go delikatnie:
- Proszę nie wstawać - powiedział - wyznaczyłem
pewnego mówcę, aby mówił za pana.
Na naszej wyspie uważamy, że publiczne przemawianie
nie powinno pozostawać w rękach amatorów.

Pytam się : Czy Bóg nie wolałby, abym był bardziej "amatorem" w moich kontaktach z Nim ?


SPECJALIŚCI

Sufi powiedział :
Uznawszy pewnego człowieka za zmarłego,
przyjaciele ponieśli go, aby go pogrzebać.
Kiedy trumna już miała zostać złożona do grobu,
człowiek ożył, nie wiadomo jak, i zaczął walić w pokrywę trumny.
Otwarto trumnę i człowiek się podniósł.
- Co robicie? - zapytał zebranych. - Jestem żywy. Nie umarłem.
Jego słowa przyjęto z milczącym niedowierzaniem.
Wreszcie jeden z żałobników powiedział :
- Przyjacielu, tak lekarze, jak i kapłani, poświadczyli, że umarłeś.
A więc umarłeś.
Po czym na nowo zamknięto wieko trumny i pogrzebano go należycie.


ZUPA Z ZUPY Z KACZORA

Raz pewien krewny odwiedził Nasruddina
przynosząc mu w prezencie kaczora.
Nasruddin przyrządził ptaka i poczęstował nim gościa.
Wkrótce zaczęli przybywać gość za gościem;
wszyscy podkreślali, że są przyjaciółmi przyjaciela,
"człowieka, który ci przyniósł kaczora".
Oczywiście, wszyscy się spodziewali
otrzymać gościnę i jedzenie z kaczora.
Wreszcie mułła nie mógł tego znieść i gdy pewnego dnia
przybył do jego domu kolejny nieznajomy, mówiąc :
- Jestem przyjacielem przyjaciela twego krewnego,
który podarował ci kaczora - i jak wszyscy inni usiadł za stołem,
czekając, by mu dano jeść, Nasruddin postawił przed nim miskę ciepłej wody.
- Co to jest? - zapytał gość.
- To - powiedział mułła - jest zupa z zupy z kaczora,
którego podarował mi mój przyjaciel.

Czasem można usłyszeć o ludziach, którzy zostali uczniami uczniów człowieka,
który miał doświadczenie Boga.
Jak można przesłać pocałunek przez gońca ?


POTWÓR Z RZEKI

Kapłan pewnej wsi nie mógł
spokojnie się modlić z powodu dzieci,
które bawiły się pod jego oknem. By się od nich uwolnić, krzyknął:
- Jest taki straszny potwór na dole przy rzece.
Pobiegnijcie tam, a będziecie mogły zobaczyć,
jak mu bucha ogień z nozdrzy !
Wkrótce już wszyscy mieszkańcy wsi usłyszeli
o straszliwej zjawie i biegli ku rzece.
Kiedy kapłan to zobaczył, dołączył do tłumu.
Kierując się, zdyszany, ku rzece, mówił do siebie:
"Co prawda, to ja wymyśliłem tę historię. Ale
nigdy nic nie wiadomo..."

Znacznie łatwiej jest wierzyć w bogów, których sami stworzyliśmy,
jeśli jesteśmy zdolni przekonać innych o ich istnieniu.


ZATRUTA STRZAŁA

Przy jakiejś okazji zbliżył się mnich do Buddy i zapytał,
czy dusze sprawiedliwych żyją po śmierci ?
Budda nie odpowiedział, jak to miał w zwyczaju.
Mnich nalegał.
Codziennie wracał z tym samym pytaniem i dzień w dzień
otrzymywał milczenie za całą odpowiedź.
Nie mógł znieść dłużej tego i zagroził, że opuści klasztor,
jeśli nie otrzyma odpowiedzi na pytanie o zasadniczej dlań wadze;
bo po co miałby poświęcać wszystko i żyć w klasztorze,
jeśli dusze sprawiedliwych
nie miałyby istnieć po śmierci ?
Wtedy Budda, powodowany współczuciem, złamał milczenie i powiedział :
- Jesteś jak człowiek zraniony zatrutą strzałą
i bardzo bliski agonii.
Krewni pośpiesznie sprowadzili lekarza, ale ranny nie chciał,
by mu wyjęto strzałę lub by mu dano jakiekolwiek lekarstwo,
póki mu nie odpowiedzą na trzy ważne pytania :
Po pierwsze, ten, który go postrzelił, był biały czy czarny ?
Po drugie, był człowiekiem wysokim czy niskim ?
Po trzecie, był braminem czy pariasem ?
Jeśli mu nie odpowiedzą na te trzy pytania,
nie chce żadnego leczenia !
Mnich został w klasztorze.

O wiele przyjemniej jest rozmawiać o drodze, niż ją przebyć;
dyskutować o właściwościach jakiegoś lekarstwa, niż je zażywać.


DZIECKO PRZESTAJE PŁAKAĆ

Pewien człowiek twierdził, że praktycznie jest ateistą. Tak naprawdę, jeśli ma być szczery, to musi powiedzieć,
że nie wierzy w wiele spraw, o których uczy jego religia. Istnienie Boga rodzi tyle problemów, ile rozwiązuje;
życie pośmiertne jest pobożnym życzeniem. Pismo i tradycja spowodowały tyle samo zła, ile dobra.
Wszystko to zostało wymyślone przez człowieka dla złagodzenia samotności i beznadziei,
które obserwował w ludzkim życiu.
Najlepiej było zostawić go w spokoju. Nie mówić mu nic. Być może , przechodzi kryzys wzrostu i jakąś
przemianę.

Pewnego razu uczeń zapytał mistrza :
- Co to jest Budda? -
Mistrz odpowiedział : - Umysł jest Buddą.
Wrócił kiedy indziej z tym samym pytaniem
i odpowiedź brzmiała :
- Nie ma umysłu. Nie ma Buddy.
Uczeń zaprotestował :
- Przecież powiedziałeś mi kiedyś: "Umysł jest Buddą..." -
Mistrz odparł :
- Powiedziałem to, żeby dziecko przestało płakać.
Kiedy zaś dziecko przestało płakać, mówię :
Nie ma umysłu. Nie ma Buddy.

Być może, dziecko przestało płakać i było gotowe na przyjęcie prawdy. Tak więc lepiej było zostawić je samo.

Kiedy zaczął głosić swój nowo odkryty ateizm innym, nie przygotowanym na to, trzeba było go powstrzymać:
"Była epoka, epoka przed-naukowa, kiedy ludzie czcili słońce. Potem nastąpiła epoka naukowa i ludzie
uświadomili sobie, że słońce nie było bogiem, nawet nie było osobą. Wreszcie przyszła epoka mistyczna
i Franciszek z Asyżu nazwał słońce bratem i rozmawiał z nim.
Miałeś wiarę przestraszonego chłopczyka. Teraz, gdy przemieniłeś się w śmiałego człowieka, straciłeś ją.
Obyś pewnego dnia stał się mistykiem i odnalazł swą wiarę".
Wiary nie traci się z powodu odważnego szukania prawdy. Jedynie wierzenia wyrażające wiarę
zaciemniają się na jakiś czas, ale we właściwym momencie oczyszczają się.


JAJKO

Nasruddin zarabiał na życie sprzedając jajka.
Do jego sklepu weszła pewna osoba i rzekła mu:
- Zgadnij, co trzymam w ręce?
- Naprowadź mnie jakoś - powiedział Nasruddin.
- Dam ci parę wskazówek: ma kształt jajka i rozmiar jajka.
Wygląda jak jajko, smakuje jak jajko i pachnie jak jajko. W środku jest białe
i żółte. Przed ugotowaniem jest płynne, po ugotowaniu twarde.
Co więcej, zniosła je kura...
- Już wiem - powiedział Nasruddin -
to jakiś rodzaj ciastek.

Specjalista ma dar nie dostrzegania oczywistości !
Najwyższy kapłan ma dar nie rozpoznania Mesjasza !


WOŁAĆ, BY OCALEĆ - I TO BEZ USZCZERBKU

Kiedyś przybył prorok do pewnego miasta
z zamiarem nawrócenia jego mieszkańców.
Początkowo ludzie słuchali jego kazań, ale po trosze
zaczęli się oddalać, tak że w końcu nie było nikogo,
kto słuchałby słów proroka.
Pewnego dnia jakiś przybysz powiedział do proroka :
- Dlaczego ciągle przemawiasz? Nie widzisz,
że twe posłannictwo jest niemożliwe ?
Prorok odpowiedział :
- Na początku miałem nadzieję, że można ich zmienić.
Ale teraz, jeśli nawołuję nadal, to tylko po to,
by oni mnie nie zmienili.


SPRZEDAŻ WODY Z RZEKI

Tego dnia mowa mistrza ograniczyła się
do jednego enigmatycznego zdania.
Uśmiechnął się tylko ironicznie i rzekł :
- Całe moje działanie tutaj, to siedzenie
na brzegu i sprzedawanie wody z rzeki. -
I zakończył swoją mowę.

Sprzedawca ulokował się na brzegu rzeki i tysiące ludzi przychodziło do niego, by kupić wodę.
Powodzenie jego polegało na tym, że ci ludzie nie widzieli rzeki. Kiedy wreszcie ją zobaczyli, wycofał się.
Kaznodzieja cieszył się ogromnym powodzeniem. Przychodziły do niego tłumy uczyć się mądrości.
Kiedy uzyskali mądrość, przestali przychodzić na jego kazania. A kaznodzieja uśmiechnął się zadowolony.
Osiągnął swój cel, którym było usunięcie się tak prędko, jak tylko można, gdyż w głębi duszy wiedział,
że dawał ludziom jedynie to, co już posiadali - aby tylko zechcieli otworzyć oczy i patrzeć.
"Jeśli ja nie odejdę - powiedział Jezus swoim uczniom - nie przyjdzie do was Duch Święty".
Gdybyś przestał sprzedawać wodę z takim zaangażowaniem,
ludzie mieliby więcej możliwości zobaczenia rzeki.


MEDALIK

Człowiek jest sam, zagubiony w tym ogromnym wszechświecie. I jest pełen lęków.
Dobra religia czyni go odważnym. Kiepska religia potęguje jego lęki.

Pewna matka nie mogła sobie poradzić z synkiem,
który zawsze wracał do domu po zmroku.
Dlatego przestraszyła go: powiedziała mu,
że na ścieżce do domu pojawiły się jakieś duchy
wychodzące zaraz po zachodzie słońca.
Odtąd nie musiała mu przypominać, by wracał do domu w porę.
Kiedy jednak chłopiec urósł, tak bał się ciemności i duchów,
że nie było sposobu, by wyszedł z domu wieczorem.
Wtedy matka dała mu medalik i przekonała go, że gdy
będzie go nosił, duchy nie będą mu mogły zrobić nic złego.
Teraz już chłopiec wchodzi odważnie w ciemności,
mocno ściskając swój medalik.

Kiepska religia daje wiarę w medalik. Dobra religia pozwala wiedzieć, że takich duchów nie ma.


NASRUDDIN W CHINACH

Mułła Nasruddin udał się do Chin, gdzie zebrał grupę uczniów,
których przygotował na przyjęcie oświecenia.
Ale gdy tylko uczniowie zostali oświeceni,
przestali przychodzić na jego wykłady.

Nie jest zbyt chwalebne dla przewodnika duchowego, jeśli jego uczniowie wiecznie siedzą u jego stóp.


KOT PEWNEGO GURU

Co wieczór, gdy guru zasiadał do odprawiania nabożeństwa,
łaził tamtędy kot należący do aśramu, rozpraszając wiernych.
Dlatego guru polecił, by kota związywać
podczas nabożeństwa.
Długo po śmierci guru nadal związywano kota
w czasie wieczornego nabożeństwa,
a gdy kot w końcu umarł, sprowadzono do aśramu
innego kota, aby móc go związywać
w czasie wieczornego nabożeństwa.
Wieki później uczniowie guru pisali wielce uczone traktaty
o istotnej roli kota w należytym odprawianiu nabożeństwa.


SZATY LITURGICZNE

Październik 1917: wybuchła rewolucja rosyjska.
Historia ludzkości nabrała nowego wymiaru.
Historia mówi, że w tym samym miesiącu odbyło się zebranie
rosyjskiego Kościoła prawosławnego i że miała miejsce burzliwa
dyskusja nad kolorem kap używanych w czasie liturgii.
Niektórzy usilnie nalegali, by były białe, podczas gdy inni
z tą samą usilnością chcieli, by były purpurowe.

Neron grał na lirze, gdy płonął Rzym.

Zmaganie się z rewolucją sprawia nieskończenie więcej kłopotu, niż organizowanie liturgii.
Wolę odmawiać modlitwy, niż mieszać się w waśnie sąsiadów.

MLECZE

Pewien człowiek, niezmiernie dumny z trawnika w swoim ogrodzie,
zauważył nagle, że na tym trawniku wyrosło mnóstwo mleczy.
I choć próbował wszelkich sposobów, żeby się ich pozbyć,
nie potrafił zapobiec temu, by stały się prawdziwą plagą.
Wreszcie napisał do ministra rolnictwa
donosząc o wszelkich usiłowaniach, jakie był podejmował,
i zakończył list pytając: "Co mogę zrobić?"
Wkrótce nadeszła odpowiedź:
"Radzimy Panu nauczyć się je kochać".

Ja również miałem trawnik, z którego byłem bardzo dumny, i również mnie dotknęła plaga mleczy, które
próbowałem zwalczyć wszystkimi możliwymi sposobami. Tak więc nauczyć się je kochać nie było wcale łatwo.
Zacząłem mówić do nich codziennie. Serdecznie i przyjaźnie. One jednak odpowiadały mi gorzkim milczeniem.
Jeszcze ubolewały nad walką, jaką im wytoczyłem. Prawdopodobnie miały też jakieś wątpliwości co do moich
motywów.
Nie musiałem jednak czekać długo, by zaczęły się uśmiechać i odzyskały spokój. Wręcz zaczęły odpowiadać
na to, co im mówiłem. Szybko zostaliśmy przyjaciółmi.
Oczywiście, że mój trawnik uległ zniszczeniu, ale za to jak uroczy stał się mój ogród !...

Stopniowo tracił wzrok, mimo że starał się tego uniknąć wszelkimi sposobami. Kiedy lekarstwa już przestały
działać, dalej bronił się gwałtownie. Musiałem nabrać odwagi, aby mu powiedzieć: - Radzę ci, byś nauczył
się kochać swoją ślepotę.
To była prawdziwa walka. Początkowo nie chciał nawiązać ze swoją ślepotą kontaktu, powiedzieć do niej jednego
słowa. Kiedy wreszcie osiągnął tyle, że mógł z nią rozmawiać, jego słowa pełne były złości i goryczy. Ale nie
przestawał mówić i z czasem słowa przybierały ton rezygnacji, potem tolerancji i wreszcie akceptacji - aż
pewnego dnia, ku jego zdumieniu, stały się słowami sympatii i... miłości. Nadszedł dzień, w którym był zdolny
objąć ramieniem swoją ślepotę i powiedzieć jej: "Kocham cię". I tego dnia zobaczyłem, że znowu się
uśmiechnął. A jaki słodki był ten uśmiech !
Naturalnie, stracił wzrok na zawsze. Ale jak piękna stała się jego twarz ! Dużo piękniejsza niż była, nim
przyszła żyć z nim Ślepota.


NIE ZMIENIAJ SIĘ

Przez całe lata byłem neurotykiem.
Typem zgorzkniałym, przygnębionym i egoistą.
Wszyscy ciągle mi mówili, żebym się zmienił.
I nie przestawali przypominać mi, jak bardzo byłem neurotykiem.
A ja się obrażałem, choć zgadzałem się z nimi.
I chciałem się zmienić, ale nie potrafiłem,
mimo wielu wysiłków.
Najgorsze było to, że mój najlepszy przyjaciel
nie przestawał wypominać mi neurotycznego stanu,
w którym trwałem. I również podkreślał konieczność zmiany.
Także z nim się zgadzałem i nie mogłem się na niego obrażać.
Ale skutek był taki, że czułem się bezsilny i jakby skrępowany.

Aż pewnego dnia przyjaciel powiedział mi:
- Nie zmieniaj się.
Bądź, jaki jesteś. Tak naprawdę
to nieważne, czy się zmienisz, czy nie.
Kocham cię, jakim jesteś, i nie mogę
przestać cię kochać.
Te słowa zabrzmiały w mych uszach jak muzyka :
"Nie zmieniaj się. Nie zmieniaj się. Nie zmieniaj się...
Kocham cię..."
Wtedy się uspokoiłem. I poczułem, że żyję.
I, co za cud, zmieniłem się !

Teraz wiem, że w rzeczywistości nie mogłem się zmienić aż do spotkania kogoś, kto by mnie kochał,
bez względu na to, czy się zmienię, czy nie.
Czy ty tak mnie kochasz, Boże ?


MÓJ PRZYJACIEL

Malik, syn Dinara, wielce się martwił z powodu swobodnych obyczajów
swawolnego młodzieńca, który mieszkał w sąsiednim domu.
Jednak przez długi czas nie odzywał się w nadziei, że ktoś wreszcie
będzie interweniował. Ale kiedy zachowanie młodzieńca stało się
absolutnie nieznośne, Malik udał się do niego i poprosił,
by zmienił swój sposób bycia.
Z całym spokojem młodzieniec poinformował Malika, że jest
protegowanym sułtana i dlatego nikt nie może
mu zabronić żyć, jak mu się podoba.
Malik odrzekł: - Osobiście poskarżę się sułtanowi. -
Młody człowiek odpowiedział :
- Na nic się to nie zda, gdyż sułtan nigdy nie zmieni zdania o mnie.
- W takim razie powiem o tobie Stwórcy - odparł Malik.
- Najwyższy Stwórca - rzekł młodzieniec -
jest zbyt miłosierny, aby mi coś wyrzucać.
Malik poczuł się bezradny i zostawił młodzieńca samemu sobie.
Ale niedługo reputacja młodzieńca stała się tak zła, że spotkała się
z ogólnym oburzeniem. Malik postanowił wtedy spróbować go
upomnieć. Jednak kiedy kierował się ku domowi młodzieńca,
usłyszał głos, który mówił : "Zostaw w spokoju mojego przyjaciela.
Jest pod moją opieką".
Malik zmieszał się ogromnie i gdy stanął przed
młodzieńcem, nie wiedział, co powiedzieć.
Młody człowiek zapytał: - Po coś przyszedł ? -
Malik odpowiedział: - Szedłem cię upomnieć,
ale gdy skierowałem się tutaj, jakiś głos powiedział mi,
bym cię zostawił w spokoju, bo jesteś pod jego opieką.
Twarz młodzieńca zmieniła się.
- Naprawdę, nazwał mnie swoim przyjacielem? - zapytał.
Ale Malik już odszedł.
Po latach Malik spotkał się z nim w Mekce. Słowa Głosu wywarły
na nim takie wrażenie, że zostawił to, co miał,
i stał się wędrownym żebrakiem.
- Przyszedłem tutaj szukać mojego Przyjaciela -
powiedział do Malika i umarł.

Bóg przyjacielem grzeszników? Podobne twierdzenie jest tyle ryzykowne, ile prawdziwe. Zastosowałem je
do siebie, kiedy przy pewnej okazji powiedziałem: "Bóg jest zbyt miłosierny, aby mi coś wyrzucać".
W tym momencie usłyszałem Dobrą Nowinę - po raz pierwszy w życiu.


ARABSKI KATECHUMEN

Arabski mistrz Jalal ud-Din Rumi lubił opowiadać następującą historię:

Pewnego dnia prorok Mahomet przewodniczył modlitwie
porannej w meczecie. Wśród wielu ludzi modlących się z prorokiem
znajdował się też pewien Arab, katechumen.
Mahomet rozpoczął czytać Koran recytując werset, w którym
faraon twierdzi: "Ja jestem twoim prawdziwym Bogiem".
Słysząc to młody katechumen poczuł taki gniew, że przerwał
milczenie i krzyknął: - A to pyszałek, skurwysyn !
Prorok nic nie powiedział, ale gdy skończył się modlić,
inni zaczęli upominać Araba:
- Nie wstyd ci? Twoja modlitwa na pewno ubliża Bogu, bo nie dość, że przerwałeś
święte milczenie modlitwy, to jeszcze użyłeś
wulgarnych słów w obecności proroka Boga.
Biedny Arab zarumienił się ze wstydu i zaczął drżeć ze strachu,
aż tu Gabriel ukazał się prorokowi i rzekł:
- Bóg posyła ci pozdrowienia i pragnie, byś kazał tym ludziom
przestać napastować tego prostego Araba;
w rzeczywistości jego szczere zaklęcie poruszyło serce
Boga bardziej niż święte modlitwy wielu innych.

Gdy się modlimy, Bóg patrzy na nasze serca, a nie na formę naszych słów.

ZATRUDNIENIE

Wchodzi pierwszy kandydat.
- Rozumie pan, że to jest tylko zwykły test, który chcemy zrobić,
nim damy panu pracę, o jaką pan prosił ?
- Tak.
- Doskonale. Ile jest dwa plus dwa ?
- Cztery.
Wchodzi drugi kandydat.
- Jest pan gotów na test ?
- Tak.
- Doskonale. Ile jest dwa plus dwa ?
- Jak powie szef, tak będzie.
Drugi kandydat otrzymał pracę.

Zachowanie się drugiego kandydata jest warte polecenia, jeśli chcesz wybić się w jakiejkolwiek instytucji,
świeckiej czy religijnej.
Często przyda ci się dla uzyskania dobrych ocen na egzaminach. Dlatego też magistrzy teologii nieraz
bywają bardziej znani ze swej miłości do doktryny niż z miłości prawdy.


DIOGENES

Filozof Diogenes jadł soczewicę na kolację. Zobaczył go filozof Arystyp,
który żył wygodnie za cenę pochlebiania królowi.
Arystyp zwrócił się do niego :
- Gdybyś się nauczył być poddanym królowi, nie musiałbyś jeść tej dziadowskiej soczewicy.
Na to odpowiedział Diogenes :
- Gdybyś ty się był nauczył jeść soczewicę, nie musiałbyś przypochlebiać się królowi.


WSTAĆ I BYĆ WIDZIANYM

Powiedzieć prawdę, tak jak się ją widzi, wymaga dużo odwagi, jeśli się należy do jakiejś instytucji.
Sprzeciwić się własnej instytucji wymaga jeszcze więcej odwagi. To właśnie zrobił Jezus.

Kiedy Chruszczow wygłosił swe słynne oskarżenie epoki stalinizmu, podobno
jeden z obecnych w Sali Kongresowej powiedział :
- A gdzie wy byliście, towarzyszu Chruszczow, kiedy
mordowano wszystkich tych niewinnych ludzi ?
Chruszczow przerwał, popatrzył wokół po sali i rzekł :
- Ten, kto to powiedział, niech będzie uprzejmy wstać.
Napięcie na sali rosło. Nikt nie wstał.
Wtedy Chruszczow powiedział :
- Bardzo dobrze, masz już odpowiedź, kimkolwiek jesteś.
Znajdowałem się dokładnie w tym samym położeniu, co ty teraz.

Jezus byłby wstał.


SKLEP Z PRAWDĄ

Nie wierzyłem własnym oczom, kiedy zobaczyłem napis na sklepie: SKLEP Z PRAWDĄ.
Tu więc sprzedawano prawdę.
Grzeczna ekspedientka zapytała mnie, jaki rodzaj prawdy chciałbym kupić :
prawdę częściową czy prawdę pełną. Oczywiście, pełną prawdę.
Nie chciałem oszustw, pochwał ani racjonalizacji. Chciałem, żeby
moja prawda była naga, jasna i absolutna. Ekspedientka zaprowadziła
mnie do innej części sklepu, gdzie sprzedawano pełną prawdę.
Tam sprzedawca spojrzał na mnie współczująco i wskazał etykietkę z ceną.

- Cena jest bardzo wysoka, proszę pana - powiedział.
- Jaka jest ? - zapytałem, zdecydowany nabyć prawdę za każdą cenę.
- Cena polega na tym - mówił - że jeśli pan tę prawdę zabierze, nie będzie
pan już miał wytchnienia do końca życia.
Wyszedłem ze sklepu smutny. Myślałem, że mógłbym kupić pełną prawdę za niską cenę.
Nie jestem jeszcze gotów na Prawdę. Od czasu do czasu pragnę spokoju i wytchnienia.
Muszę jeszcze sam siebie oszukiwać usprawiedliwieniami i racjonalizacjami.
Ciągle jeszcze szukam ucieczki w moich niezłomnych wierzeniach.


WĄSKA ŚCIEŻKA

Pewnego razu Bóg ostrzegł lud przed trzęsieniem ziemi,
które miało pochłonąć wody na całej jej powierzchni. Zaś wody, które
by zajęły ich miejsce, miały doprowadzić do szaleństwa wszystkich ludzi.
Tylko jeden prorok potraktował Boga poważnie. Przetransportował do jaskiń w górach
ogromne zbiorniki wody, tak by nie brakło mu jej przez wszystkie dni jego życia.
I rzeczywiście nadeszło trzęsienie ziemi, zniknęła woda i nowa woda wypełniła
strumienie, jeziora, rzeki i stawy. Kilka miesięcy później zszedł prorok ze swej góry,
by zobaczyć, co się stało. Wszyscy naprawdę zwariowali, atakowali go i odpędzali od rzeki.
Byli przekonani, że to on jest szalony.
Tak więc prorok wrócił do swej jaskini w górach, zadowolony, że zachował
sobie wodę. Ale w miarę upływu czasu coraz trudniej znosił samotność.
Tęsknił za ludzkim towarzystwem. Dlatego znowu zszedł na równinę.
Ale i teraz został odrzucony przez ludzi, tak różnych od niego.
Wtedy prorok podjął decyzję : Wylał wodę, którą sobie zachował,
pił nową wodę i przyłączył się do podobnych mu w szaleństwie.

Kiedy szukasz prawdy, idziesz sam. Ścieżka jest zbyt wąska, by brać z sobą towarzystwo.
Ale kto może znieść aż taką samotność ?


WYŚNIONY KONTRAKT

Była już dziewiąta rano, a Nasruddin ciągle spał. Słońce stało już wysoko,
ptaki świergotały w gałęziach, a i śniadanie Nasruddina stygło.
Tak więc żona obudziła go. Nasruddin wstał wściekły.
- Dlaczego mnie budzisz akurat teraz ! - krzyknął. - Nie mogłaś czekać dłużej ?
- Słońce stoi już wysoko - odpowiedziała żona - ptaki świergoczą w gałęziach,
a i twoje śniadanie stygnie.
- Co za głupia baba ! - powiedział Nasruddin. - Śniadanie to głupstwo w porównaniu
z kontraktem na sto tysięcy sztuk złota, który właśnie miałem podpisać.
Odwrócił się na bok i zagrzebał w pościeli,
próbując wrócić do snu i do unicestwionego kontraktu.

Załóżmy, że Nasruddin chciał dokonać oszustwa w tym kontrakcie,
a partnerem w umowie był niesprawiedliwy tyran.
Jeśli zasypiając na nowo, Nasruddin zrezygnuje z oszustwa, będzie święty.
Jeśli będzie dzielnie dokładał starań, by uwolnić ludzi spod ucisku tyrana, będzie ich wyzwolicielem.
Jeśli we śnie nagle zda sobie sprawę, że śni, stanie się człowiekiem Przytomnym i Oświeconym.
Na co się zda być świętym czy wyzwolicielem, jeśli się śpi ?


BARDZO DOBRZE, BARDZO DOBRZE ...

W pewnej wiosce rybackiej panna miała dziecko.
Zmuszona biciem wyjawiła wreszcie, kto jest ojcem dziecka: mistrz zen,
który całymi dniami medytował w świątyni w pobliżu wioski.
Rodzice dziewczyny i liczne grono wieśniaków poszli do świątyni,
przerwali brutalnie rozmyślanie mistrza, wyzwali go od obłudników i powiedzieli,
że ponieważ jest ojcem dziecka, powinien wziąć na siebie odpowiedzialność
za jego utrzymanie i wychowanie. Mistrz rzekł tylko:
- Bardzo dobrze, bardzo dobrze ...
Kiedy sobie poszli, podniósł z ziemi dziecko i wszedł w finansowe porozumienie
z pewną kobietą we wsi, aby się dzieckiem zaopiekowała, ubierała je i karmiła.
Reputacja mistrza spadła do zera. Już nikt nie przychodził do niego po jakąkolwiek naukę.
W rok po zaistnieniu tej sytuacji dziewczyna, która urodziła dziecko,
nie mogła znieść jej dłużej i wreszcie wyznała, że powiedziała nieprawdę.
Ojcem dziecka był chłopak z sąsiedniego domu.
Rodzice dziewczyny i wszyscy mieszkańcy wsi zawstydzili się.
Upadli do nóg mistrza i poprosili go o przebaczenie oraz by oddał dziecko.
Tak też mistrz uczynił. A wszystko, co powiedział, to było:
- Bardzo dobrze, bardzo dobrze ...

Człowiek przytomny !
Stracić reputację ?... Niewiele się różni od zaprzepaszczenia kontraktu,
który pewien człowiek miał podpisać we śnie.


SYNOWIE ZMARLI WE ŚNIE

Pewien skromny rybak i jego żona mieli syna po wielu latach małżeństwa.
Chłopiec był dumą i radością rodziców. Zdarzyło się jednak, że poważnie zachorował.
Rodzice stracili wszystko na lekarzy i lekarstwa. Ale dziecko umarło.
Matka była zrozpaczona z bólu. Ojciec nie uronił ani jednej łzy.
Kiedy po pogrzebie żona wyrzucała mężowi brak wszelkich uczuć, rybak powiedział:
- Pozwól, że powiem ci, dlaczego nie płakałem. Wczoraj w nocy
śniło mi się, że jestem królem, dumnym ojcem ośmiu synów.
Jakże byłem szczęśliwy ! Ale wtedy się przebudziłem.
I teraz jestem zdezorientowany : czy mam płakać za tamtymi ośmioma synami,
czy za tym jednym ?


ORZEŁ KRÓLEWSKI

Pewien człowiek znalazł jajko orła.
Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie.
Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt i wyrósł wraz z nimi.
Orzeł przez całe życie
zachowywał się jak kury z podwórka,
myśląc, że jest podwórkowym kogutem.
Drapał w ziemi szukając glist i robaków.
Piał i gdakał. Potrafił nawet trzepotać skrzydłami
i fruwać kilka metrów w powietrzu.
No bo przecież, czy nie tak właśnie fruwają koguty ?
Minęły lata i orzeł się zestarzał.
Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą,
na czystym niebie wspaniałego ptaka.
Płynął elegancko i majestatycznie wśród prądów powietrza,
ledwo poruszając potężnymi, złocistymi skrzydłami.
Stary orzeł patrzył w górę oszołomiony.
- Co to jest ? - zapytał kurę stojącą obok.
- To jest orzeł, król ptaków - odrzekła kura. -
Ale nie myśl o tym. Ty i ja jesteśmy inni niż on.
Tak więc orzeł więcej o tym nie myślał.
I umarł wierząc, że jest kogutem w zagrodzie.

KACZĄTKO

Asceta sufi, Shams-e Tabrizi, opowiada o samym sobie taką historię :

Od dziecka uważano mnie za nieprzystosowanego.
Chyba nikt mnie nie rozumiał. Mój własny ojciec powiedział mi kiedyś:
- Nie jesteś dostatecznie szalony, by cię zamknąć w domu wariatów,
ani też dostatecznie skupiony, by dać cię do klasztoru.
Nie wiem, co z tobą zrobić. - A ja odpowiedziałem:
- Raz włożył ktoś kacze jajko do gniazda kury.
Gdy kaczątko przebiło skorupę, chodziło razem z matką kwoką,
aż kiedyś doszli do stawu. Kaczątko poszło sobie prosto do wody,
a kura została na brzegu gdacząc przestraszona.
Tak więc, kochany ojcze, ja wszedłem w ocean i w nim znalazłem swoje miejsce.
I nie możesz winić mnie za to, że ty zostałeś na brzegu.


LALKA Z SOLI

Lalka z soli przeszła tysiące kilometrów po ziemi,
aż pewnego razu dotarła do morza.
Zafascynowała ją ta ruchoma i dziwna masa,
całkowicie różna od wszystkiego, co dotąd widziała.
- Kim jesteś ? - zapytała lalka z soli morze.
Morze odpowiedziało z uśmiechem: - Wejdź i zobacz.
I lalka weszła w morze. Ale im bardziej w nie wchodziła,
tym bardziej się rozpuszczała, aż nie zostało z niej prawie nic.
Nim rozpuścił się ostatni kawałek, lalka zawołała zdumiona:
- Teraz już wiem, kim jestem !


KIM JESTEM ?

Jest to opowiadanie Attara de Neishapur.

Kochanek zapukał do drzwi swej ukochanej.
- Kto tam? - zapytała ukochana z wnętrza.
- To ja - powiedział kochanek.
- W takim razie idź sobie. W tym domu nie zmieścimy się ty i ja.
Odrzucony kochanek odszedł na pustynię, gdzie spędził na medytacjach
wiele miesięcy, rozważając słowa ukochanej. Wreszcie wrócił i znowu zapukał do drzwi.
- Kto tam ?
- To ty.
I drzwi otwarły się natychmiast.


KOCHANEK GADUŁA

Pewien kochanek przez wiele miesięcy starał się o względy ukochanej
bez żadnego rezultatu, cierpiąc okrutne męki odrzucenia.
Wreszcie ukochana ustąpiła i powiedziała:
- Przyjdź tam a tam o tej a o tej godzinie.
I tam, o umówionej porze, wreszcie spotkał się
kochanek ze swoją ukochaną. Włożył rękę do torby
i wyjął plik miłosnych listów, jakie napisał w ostatnich miesiącach.
Były to listy pełne namiętności, w których wyrażał swój ból i gorące
pragnienie doświadczenia miłosnych rozkoszy i połączenia się z nią.
I zaczął je czytać swojej ukochanej. Mijały godziny, a on czytał i czytał.
Wreszcie dziewczyna powiedziała:
- Co z ciebie za głupiec ! Wszystkie te listy mówią o mnie i o tym,
że mnie pragniesz. No więc teraz siedzę przy tobie. A ty czytasz swoje głupie listy.

- Teraz siedzę przy tobie - powiedział Bóg do swego czciciela - a ty rozmyślasz na mój temat,
mówisz o Mnie swoim językiem i czytasz, co o Mnie jest napisane w twoich książkach.
Kiedy wreszcie zamilkniesz i zakosztujesz Mnie ?




ODRZUĆ "JA"

Uczeń: - Przychodzę zaofiarować ci moją służbę.
Mistrz: - Jeśli odrzucisz swoje "ja", będziesz służył naprawdę.

Możesz oddać wszystkie swoje dobra na pomoc dla biednych i wydać swoje ciało na spalenie,
a nie mieć absolutnie miłości.
Zachowaj swoje dobra, a odrzuć swoje "ja". Nie pal ciała; spal swoje "ego". A miłość wypłynie sama.


ZOSTAW SWOJE NIC

Myślał, że najważniejsze to być ubogim i surowym. Nigdy nie zdawał sobie sprawy, że to,
co naprawdę ważne, to odrzucić swoje "ego", że "ego" jednakowo dobrze tuczy się na tym,
co święte, jak na tym, co światowe, na ubóstwie i na bogactwie, na surowości życia i na luksusach.
Nie ma nic takiego, czym "ego" nie posłużyłoby się, aby się nadymać.

Uczeń: - Przychodzę do ciebie z niczym w rękach.
Mistrz: - Więc wypuść to natychmiast !
Uczeń: - Ale jak mam wypuścić, jeśli to jest nic ?
Mistrz: - W takim razie zabierz je sobie !

Z twojego nic możesz zrobić prawdziwą własność. I nieść z sobą własną rezygnację jak trofeum.
Nie zostawiaj swojej własności. Zostaw swoje "ego".


MISTRZ ZEN I CHRZEŚCIJANIN

Pewien chrześcijanin odwiedził mistrza zen i powiedział:
- Pozwól, że przeczytam ci parę zdań z Kazania na Górze.
- Posłucham z największą przyjemnością - odparł mistrz.
Chrześcijanin przeczytał kilka zdań i popatrzył na niego.
Mistrz uśmiechnął się i rzekł:
- Kimkolwiek był ten, kto powiedział te słowa,
na pewno był Człowiekiem Oświeconym.
Ucieszyło to chrześcijanina, czytał więc dalej. Mistrz przerwał mu i powiedział:
- Człowieka, który wygłaszał te słowa, naprawdę można by nazwać Zbawicielem ludzkości.
Chrześcijanin wzruszył się. Doczytał do końca, mistrz powiedział wtedy:
- To kazanie zostało wygłoszone przez Człowieka, który promieniał boskością.
Radość chrześcijanina nie miała granic.
Odszedł zdecydowany wrócić raz jeszcze i przekonać mistrza zen,
że powinien zostać chrześcijaninem.

Wracając do domu, spotkał siedzącego przy ścieżce Chrystusa.
- Panie ! - powiedział rozentuzjazmowany. - Doprowadziłem tego człowieka do wyznania, że jesteś boski !
Jezus uśmiechnął się i powiedział :
- I cóż innego osiągnąłeś poza tym, że nadęło się twoje chrześcijańskie "ego" ?


POCIECHA DLA DIABŁA

Starożytna legenda chrześcijańska:

Kiedy Syn Boży został przybity do krzyża i oddał ducha, zstąpił prosto z krzyża
do piekła i uwolnił wszystkich grzeszników, którzy cierpieli tam męki.
I diabeł zasmucił się i płakał, gdyż myślał, że nie będzie już miał
więcej grzeszników w piekle. Wtedy powiedział Bóg:
- Nie płacz, będę musiał ci wysłać wszystkich tych świętych ludzi,
którzy mają upodobanie w samoświadomości swej dobroci i we własnym
przekonaniu o potępieniu grzeszników.
I piekło znowu się napełni na całe pokolenia, aż przyjdę powtórnie.





LEPIEJ SPAĆ NIŻ OBMAWIAĆ

Sa`di di Shiraz opowiada taką historię o sobie samym:

Jako dziecko byłem chłopcem zapalonym do modlitwy i nabożeństw.
Pewnej nocy brałem udział w czuwaniu, razem z ojcem,
trzymając święty Koran na kolanach.
Wszyscy, którzy byli z nami, zaczęli naraz zasypiać
i po chwili już głęboko spali. Rzekłem więc do mego ojca:
- Nikt z tych śpiochów nie jest w stanie otworzyć oczu i podnieść głowę,
aby zmówić swą modlitwę. Pomyślałby ktoś, że pomarli.
Mój ojciec odpowiedział:
- Mój kochany synu, wolałbym, żebyś i ty spał zamiast obmawiać.

Świadomość własnej cnoty jest niebezpieczeństwem, na jakie narażeni są ci,
którzy wchodzą na drogę modlitwy i pobożności.


MNICH I KOBIETA

W drodze do swojego klasztoru mnisi buddyjscy
napotkali nad brzegiem rzeki przepiękną kobietę.
Podobnie jak oni, chciała przejść przez rzekę, ale woda wezbrała za bardzo.
Tak więc jeden z mnichów wziął ją na plecy i przeniósł na drugi brzeg.
Drugi mnich był wielce zgorszony. Przez dwie pełne godziny krytykował
takie zaniedbanie w zachowaniu świętej reguły: Czyżby zapomniał,
że jest mnichem ? Jak mógł się odważyć dotknąć kobiety i przenosić ją na drugi brzeg rzeki ?
Co by ludzie powiedzieli ?
Czyż nie poddaje to w wątpliwość świętej religii ?
I tak dalej ...
Oskarżony słuchał cierpliwie tego nie kończącego się kazania.
Wreszcie zawołał:
- Bracie, ja zostawiłem tę kobietę nad rzeką, czy teraz niesiesz ją ty ?

Mówi arabski mistyk Abu Hassan Bushanja: "Grzeszny czyn jest znacznie mniej szkodliwy niż pragnienie
i idea dokonania go. Jedna rzecz to ulec ciału w chwilowej przyjemności, a inna rzecz, bardzo różna,
to ciągle to rozważać w umyśle i w sercu".
Kiedy osoby religijne w kółko rozpamiętują grzech innych, można podejrzewać,
że to wgłębianie się daje im więcej przyjemności niż grzesznikowi.


ATAK SERCA DUCHOWNEGO

Serce wuja Toma było bardzo słabe i lekarz poradził mu, by na siebie uważał.
Tak więc, kiedy jego krewni dowiedzieli się, że wujek odziedziczył
miliard dolarów po pewnym zmarłym krewnym, bali się powiedzieć mu o tym,
aby nie spowodowało to ataku serca.
Poprosili więc o pomoc proboszcza, który zapewnił ich,
że znajdzie sposób na przekazanie mu tej wiadomości.
- Powiedz mi, Tom - rzekł ojciec Murphy do starego sercowca. -
Gdyby Bóg w swoim miłosierdziu zesłał ci miliard dolarów, co byś z nimi zrobił ?
Tom pomyślał chwilkę i powiedział bez cienia wątpliwości :
- Dałbym księdzu połowę na kościół.
Ojciec Murphy, gdy to usłyszał, dostał nagłego ataku serca.

Kiedy przemysłowiec dostał ataku serca na skutek wysiłków mających na celu rozwój jego przemysłowego
imperium, łatwo było wykazać mu jego zachłanność i egoizm. Kiedy na skutek rozwijania królestwa Bożego,
proboszcz dostał ataku serca, było rzeczą niemożliwą wykazanie mu, że wchodzi w rachubę zachłanność
i egoizm, choć w formie łagodniejszej. Czy rzeczywiście popierał on królestwo Boże, czy też siebie samego ?
Królestwo Boże nie potrzebuje poparcia, lecz przychodzi samo, bez konieczności naszej męczącej pomocy.
Przypatrzmy się troskom. Czyż nie ukazują naszego egoizmu ?



ZNAĆ CHRYSTUSA

Dialog między nowo nawróconym ku Chrystusowi a jego niewierzącym przyjacielem:

- Tak więc nawróciłeś się ku Chrystusowi ?
- Tak.
- W takim razie na pewno dużo o nim wiesz.
Powiedz mi, w jakim kraju się urodził ?
- Nie wiem.
- Ile miał lat, gdy umarł ?
- Nie wiem.
- Wiesz przynajmniej, ile kazań wygłosił ?!
- Nie wiem.
- Prawdę mówiąc wiesz bardzo mało jak na człowieka,
który twierdzi, że nawrócił się ku Chrystusowi.
- Masz rację. Wstydzę się, że tak mało o Nim wiem.
Ale coś jednak wiem: Przed trzema laty byłem pijakiem.
Miałem długi. Moja rodzina rozpadała się. Moja żona i dzieci
bały się moich nocnych powrotów do domu. A teraz przestałem pić,
nie mamy długów, nasz dom jest szczęśliwym domem, dzieci z tęsknotą
wyglądają co wieczór mojego powrotu.
Wszystko to zrobił Chrystus dla mnie.
I to jest to, co wiem o Chrystusie.

Znać naprawdę, znaczy zostać przemienionym przez to, co się zna.


SPOJRZENIE JEZUSA

W Ewangelii świętego Łukasza czytamy, co następuje :

"Piotr zaś rzekł: >Człowieku, nie wiem, co mówisz<.
I w tej chwili, gdy on jeszcze mówił,
kogut zapiał. A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra".
(...) I Piotr "Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał" (Łk 22,60-62).

Utrzymywałem dość dobre stosunki z Panem. Prosiłem Go o różne rzeczy, mówiłem z Nim,
śpiewałem Mu chwałę, dziękowałem ...
Zawsze jednak miałem kłopotliwe wrażenie, że On chciał, bym Mu spojrzał w oczy..., czego nie robiłem.
Mówiłem do niego, ale odwracałem wzrok, kiedy czułem, że On na mnie patrzy.
Patrzyłem zawsze gdzie indziej. I wiedziałem, dlaczego: bałem się. Myślałem, że w Jego oczach napotkam
spojrzenie wyrzucające mi jakiś grzech, za który nie żałowałem. Myślałem, że w Jego oczach odkryję jakieś
wymaganie: że było coś, czego On żądał ode mnie.
Wreszcie któregoś dnia zdobyłem się na odwagę i spojrzałem. W Jego oczach nie było ani wyrzutu, ani wymagań.
Jego oczy mówiły jedynie: "Kocham cię". Patrzyłem uważnie przez dłuższą chwilę.
Oczy miały ten sam wyraz: "Kocham cię".
I tak jak Piotr, wyszedłem na zewnątrz i rozpłakałem się.


ZŁOTE JAJKO

Fragment Tekstu Świętego:

Tak mówi Pan: " Była raz gęś, która znosiła codziennie
złote jajko. Żona właściciela gęsi rozkoszowała się bogactwem,
jakie te jajka jej przynosiły. Była to jednak kobieta zachłanna
i nie mogła znieść cierpliwie wyczekiwania z dnia na dzień na jajko.
Postanowiła więc zabić gęś i wziąć wszystkie jajka na raz. I tak zrobiła:
zabiła gęś i jedyne, co uzyskała, to jedno jajko w połowie
ukształtowane i martwą gęś, która nie mogła już znosić jajek".

Tyle słowa Bożego !
Pewien ateista słyszał o tej opowieści ze Świętych Pism i kpił.
- I to wy nazywacie słowem Bożym ! Gęś, która znosi złote jajka !
To pokazuje tylko, ile można wierzyć temu, kogo nazywacie "Bogiem"...
Kiedy przeczytał tekst człowiek obeznany ze sprawami
religijnymi, zareagował w następujący sposób:
- Pan nasz mówi wyraźnie, że była taka gęś, która znosiła złote jajka.
A jeśli Pan mówi, musi to być prawdą, mimo że naszym biednym ludzkim
umysłom wydaje się to być nieprawdopodobne. Zresztą studia archeologiczne
dają nam kilka niejasnych wskazówek, że w jakimś tam momencie starożytnych
dziejów istniała rzeczywiście jakaś tajemnicza gęś, która znosiła złote jajka.
No więc dobrze, zapytacie nie bez racji, jak może jajko, nie przestając być jajkiem,
być równocześnie ze złota? Naturalnie nie ma na to odpowiedzi.
Różne szkoły myśli religijnej próbują to wyjaśnić na różne sposoby.
To jednak, czego się tutaj wymaga w ostatniej instancji,
to jest akt wiary w tę tajemnicę zaskakującą ludzki umysł.

Był nawet pewien kaznodzieja, który po przeczytaniu tego tekstu jeździł po wsiach i miastach nawołując
gorliwie ludzi, by zaakceptowali fakt, że Bóg w określonym momencie historycznym stworzył złote jajka.
Czyż nie użyłby lepiej swojego czasu, gdyby się był poświęcił nauczaniu o zgubnych skutkach chciwości,
zamiast podbudowywać wierzenie w złote jajka? Bo czyż nie jest nieskończenie mniej ważne mówić :
"Panie, Panie", niż pełnić wolę naszego Ojca w niebie?


DOBRA NOWINA

Oto Dobra Nowina, ogłoszona przez naszego Pana Jezusa Chrystusa :

Jezus nauczał swych uczniów w przypowieściach. Mówił im :
Królestwo niebieskie podobne jest do dwóch braci, którzy żyli
szczęśliwi i zadowoleni, aż otrzymali powołanie od Boga, by zostać uczniami.
Starszy z nich odpowiedział wielkodusznie na wezwanie, choć krajało mu się serce,
gdy żegnał się z rodziną i z dziewczyną, którą kochał i z którą pragnął się ożenić.
W rezultacie udał się do odległego kraju, gdzie spędził życie w służbie
najuboższych wśród ubogich. Wybuchło w tym kraju prześladowanie,
został aresztowany, fałszywie oskarżony, torturowany i skazany na śmierć.
I Pan mu powiedział: "Bardzo dobrze, sługo wierny i sumienny. Służyłeś mi za cenę
tysiąca talentów. Chcę cię wynagrodzić miliardem talentów. Wejdź do radości twego Pana".
Odpowiedź młodszego była o wiele mniej wielkoduszna. Postanowił zignorować wołanie,
iść swoją drogą i ożenić się z dziewczyną, którą kochał. Cieszył się szczęśliwym
małżeństwem, powodziło mu się w interesach i udało mu się być sławnym i bogatym.
Od czasu do czasu dawał jałmużnę jakiemuś żebrakowi lub okazywał hojność żonie
i dzieciom. Również od czasu do czasu wysyłał jakąś drobną sumkę swojemu starszemu
bratu, który znajdował się w odległym kraju. Pisał mu :
"Być może dzięki temu będziesz mógł więcej pomóc tym biedaczyskom".
Kiedy przyszła jego godzina, Pan mu powiedział :
"Bardzo dobrze, sługo wierny i sumienny. Służyłeś mi za cenę dziesięciu talentów.
Chcę cię wynagrodzić miliardem talentów. Wejdź do radości twego Pana".
Starszy brat zdziwił się słysząc, że jego brat miał otrzymać tę samą nagrodę co on.
Ale ucieszył się tym niezmiernie. I rzekł :
"Panie, nawet wiedząc o tym, gdybym miał się na nowo urodzić i żyć na powrót,
zrobiłbym dla Ciebie dokładnie to, co zrobiłem".

To jest prawdziwa Dobra Nowina: Wielkoduszny Pan i uczeń, który mu służy z czystej radości służenia, z miłością.


JONEYED I FRYZJER

Joneyed, święty człowiek, przybył do Mekki w przebraniu żebraka.
Zobaczył fryzjera golącego jakiegoś bogatego człowieka.
Gdy poprosił, by i jego ogolił, fryzjer natychmiast
zostawił bogatego i zaczął golić Joneyeda.
Gdy skończył, nie chciał wziąć pieniędzy, lecz dał jeszcze Joneyedowi jałmużnę.
Na Joneyedzie zrobiło to takie wrażenie, że postanowił
dać fryzjerowi wszystko, co by tego dnia zebrał.
I zdarzyło się, że jakiś zamożny pielgrzym
zbliżył się do Joneyeda i dał mu sakiewkę złota.
Joneyed poszedł tego wieczora i ofiarował złoto fryzjerowi.
Fryzjer krzyknął do niego:
- Co z ciebie za święty? Nie wstyd ci, że chcesz płacić
za usługę wyświadczoną ci z miłością ?

Czasem można usłyszeć, jak ludzie mówią: "Panie, zrobiliśmy tak dużo dla ciebie. Jak nam się odwdzięczysz ?"
Ilekroć się daje lub też szuka odpłaty, miłość robi się kupiecka.

Fantazja:
Uczeń zawołał do Pana: Co z Ciebie za Bóg ?!
Nie wstyd Ci, że chcesz płacić za usługę wyświadczoną Ci z miłości ?
Pan uśmiechnął się i rzekł:
- Ja nie płacę nikomu; jedynie cieszę się twoją miłością.


STARSZY BRAT

Tematem kazania był syn marnotrawny. Kaznodzieja mówił z głębokim przejęciem o niewiarygodnej miłości Ojca.
Ale cóż dziwnego w miłości Ojca? Są tysiące ludzkich ojców (a prawdopodobnie matek jeszcze więcej) zdolnych
do kochania w podobny sposób.
Przypowieść w rzeczywistości skierowana była bezpośrednio do faryzeuszy:

"Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.
Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie :
<Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi >.
Opowiedział im wtedy następującą przypowieść..."
(Łk 15, 1-2).

Malkontent ! Faryzeusz ! Starszy brat ! Tu jest cel przypowieści.

Razu pewnego Bóg przechadzał się po niebie
i ze zdumieniem zauważył, że byli tam wszyscy ludzie.
Ani jedna dusza nie została wysłana do piekła. Zaniepokoiło Go to,
no bo czyż nie miał zobowiązań wobec samego siebie, by być sprawiedliwym?
A ponadto, po cóż zostało stworzone piekło, jeśli miałoby nie być używane ?
Powiedział więc do anioła Gabriela:
- Zbierz wszystkich przed mym tronem i przeczytaj im Dziesięć Przykazań.
Przeczytano pierwsze przykazanie. Bóg rzekł :
- Każdy, kto zgrzeszył przeciwko temu przykazaniu, ma natychmiast przenieść się do piekła. -
Niektóre osoby oddzieliły się od tłumu i poszły smutne do piekła.
Tak samo zrobiono z drugim przykazaniem, z trzecim, z czwartym, z piątym...
Już wtedy zaludnienie nieba obniżyło się znacznie.
Kiedy przeczytano szóste przykazanie, wszyscy poszli do piekła
z wyjątkiem pustelnika, grubego, starego i łysego.
Popatrzył Bóg na niego i powiedział do Gabriela:
- Czy to jest jedyny człowiek, który został w niebie ?
- Tak - odpowiedział Gabriel.
- Masz ci los - powiedział Bóg. - Został coś za bardzo sam, nie sądzisz?
Idź i powiedz wszystkim, by wrócili.
Kiedy gruby, stary i łysy pustelnik usłyszał, że wszyscy otrzymali przebaczenie,
skrzywił się i krzyknął do Boga:
- To niesprawiedliwe ! Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej ?

Aha ! Następny faryzeusz ! Następny starszy brat ! Człowiek, który wierzy w nagrody i kary i który jest fanatykiem
najbardziej ścisłej sprawiedliwości !

HOFETZ CHAIM

W ubiegłym stuleciu pewien turysta
ze Stanów Zjednoczonych odwiedził słynnego
polskiego rabina Hofetza Chaima.
Zdziwił się, gdy zobaczył, że domem rabina,
po prostu, był jeden pokój obłożony książkami.
Za całe umeblowanie służyły stół i ławeczka.
- Rabinie, gdzie są twoje meble? - zapytał turysta.
- A gdzie są twoje? - odpowiedział pytaniem Hofetz.
- Moje? Ja przecież jestem tylko turystą.
Jestem tu przejazdem - powiedział Amerykanin.
- Tak samo jak ja - powiedział rabin.

Gdy ktoś zaczyna żyć coraz głębiej, wewnątrz siebie samego, żyje też prościej na zewnątrz.
Niestety, proste życie nie zawsze niesie z sobą głębię.


NIEBO I KRUK

Bajka Bhaghawata Purany:

Pewnego razu fruwał kruk po niebie trzymając w dziobie kawałek mięsa.
Dwadzieścia innych kruków zaczęło go gonić i zaatakowało bez litości.
Kruk musiał wreszcie puścić zdobycz. Wtedy te, które go ścigały,
zostawiły go w pokoju i pofrunęły, kracząc, w ślad za kawałkiem mięsa.
I powiedział sobie kruk:
- Co za spokój !
Teraz całe niebo należy do mnie.

Mówił pewien mnich zen:
Kiedy spłonął mi dom,
miałem dobry widok
na księżyc w nocy.


KTÓŻ MOŻE UKRAŚĆ KSIĘŻYC ?

Mistrz zen, Ryokan, prowadził bardzo skromne życie
w małej chatce u podnóża góry. Pewnej nocy, gdy mistrza
nie było w domu, wpadł złodziej do chaty i zawiódł się,
odkrywając, że nie było tam nic do ukradzenia.
Kiedy wrócił Ryokan, zaskoczył złodzieja.
- Musiałeś się namęczyć, żeby do mnie przyjść -
powiedział do rabusia. - Nie powinieneś odchodzić z pustymi rękami.
Proszę cię, zabierz jako upominek moje ubranie i mój koc.
Złodziej całkowicie zbity z tropu zabrał rzeczy i poszedł.
Ryokan usiadł nagi i patrzył na księżyc.
"Biedny człowiek - pomyślał. - Cieszyłbym się, gdybym mógł
mu podarować to wspaniałe światło księżyca."



DIAMENT

Pewien sannyasi przybył w okolice jakiejś wsi i rozłożył się pod drzewem,
żeby spędzić noc. Nagle przybiegł do niego jeden z mieszkańców osady i rzekł:
- Kamień! Kamień! Daj mi drogocenny kamień!
- Jaki kamień? - zapytał sannyasi.
- Wczoraj w nocy ukazał mi się we śnie Pan Śiwa - powiedział wieśniak -
i zapewnił mnie, że jeśli wyjdę o zmroku za wieś, spotkam tam pewnego sannyasi,
który da mi drogocenny kamień, dzięki czemu stanę się na zawsze bogaty.
Sannyasi poszukał w torbie i wyjął kamień.
- Prawdopodobnie chodzi o to - rzekł dając kamień wieśniakowi. -
Znalazłem to w lesie, na ścieżce, kilka dni temu. Oczywiście, możesz go sobie zatrzymać.
Człowiek patrzył na kamień ze zdumieniem. To był diament !
Być może, największy diament świata, gdyż był wielki jak dłoń mężczyzny.
Wziął diament i odszedł. Przez całą noc przewracał się na łóżku nie mogąc zasnąć.
Następnego dnia, o świcie, pobiegł obudzić sannyasi i rzekł mu:
- Daj mi bogactwo, które pozwala ci z taką łatwością pozbyć się tego diamentu.


PROSIĆ O ZADOWOLENIE

Pan Wisznu tak znudził się ciągłymi prośbami jednego ze
swoich wyznawców, że pewnego dnia ukazał mu się i rzekł:
- Postanowiłem spełnić twoje trzy prośby.
Potem jednak nic już ci nie dam.
Pełen radości wyznawca niewiele myśląc wypowiedział swoją pierwszą prośbę:
żeby umarła jego żona, aby mógł się ożenić z lepszą.
Prośba natychmiast została wysłuchana.
Ale kiedy jego przyjaciele i krewni zebrali się na pogrzeb i zaczęli
wspominać dobre cechy jego zmarłej żony, wyznawca zrozumiał,
że za bardzo się pośpieszył. Uzmysłowił sobie, że był całkowicie ślepy na cnoty
swojej żony. Czy było łatwo znaleźć inną kobietę tak dobrą jak ta ?
Poprosił więc Pana, by ją przywrócił do życia. Po tym jednak została mu już tylko
jedna prośba. Postanowił więc nie popełnić nowego błędu, gdyż tym razem nie miałby już
możliwości naprawienia go. Zaczął pytać o radę innych.
Niektórzy z jego przyjaciół radzili mu prosić o nieśmiertelność.
Ale do czego się przyda nieśmiertelność - mówili inni - jeśli nie miałby zdrowia ?
A na co mu zdrowie, jeśli nie miałby pieniędzy ?
A na co mu pieniądze, jeśli nie miałby przyjaciół ?
Mijały lata i nie mógł się zdecydować, o co by prosić :
o życie, zdrowie, bogactwo, władzę, miłość ?... Wreszcie zwrócił się do Pana:
- Poradź mi, proszę, o co mam prosić.
Pan zaśmiał się widząc zmartwienie biedaka i powiedział:
- Poproś, abyś był zdolny do zadowolenia z tego wszystkiego,
co życie ci niesie, cokolwiek by to było.


ŚWIATOWA WYSTAWA RELIGII

Mój przyjaciel i ja poszliśmy na wystawę. ŚWIATOWĄ WYSTAWĘ RELIGII.
Nie była to wystawa handlowa. To była wystawa religii.
Ale konkurencja była tak samo ostra, a reklama równie hałaśliwa.
W stoisku żydowskim dano nam kilka ulotek, na których była mowa o tym,
że Bóg lituje się nad wszystkimi i że Żydzi są Jego Ludem Wybranym.
Żydzi. Żaden inny lud nie był tak wybrany jak lud żydowski.
W stoisku muzułmańskim dowiedzieliśmy się, że Bóg jest miłosierny
dla wszystkich i że Mahomet jest jego jedynym prorokiem.
Zbawienie otrzymuje się słuchając jedynego proroka Boga.
W stoisku chrześcijańskim odkryliśmy, że Bóg jest Miłością
i że nie ma zbawienia poza Kościołem.
Albo się wstępuje do Kościoła, albo się zasługuje na wieczne potępienie.
U wyjścia zapytałem mojego przyjaciela:
- Co myślisz o Bogu ?
- Że jest nietolerancyjny, fanatyczny i okrutny - odpowiedział mi.

Gdy wróciłem do domu, powiedziałem do Boga:
- Jak możesz to znieść, Panie? Nie widzisz, że przez wieki źle używano Twojego imienia?
Bóg powiedział:
- Ja nie organizowałem wystawy. A wręcz wstydziłem się ją zwiedzić.

DYSKRYMINACJA

Wróciłem natychmiast na Wystawę Religii.
Tym razem wysłuchałem przemówienia Najwyższego Kapłana
religii Balakri. Powiedział nam, że prorok Balakri, urodzony
w Ziemi Świętej Mesambii w piątym wieku, był Mesjaszem.
Tej nocy znowu spotkałem się z Bogiem.
- Och Boże! Jesteś wielkim Dyskryminatorem, czyż nie?
Dlaczego piąty wiek ma być wiekiem oświecenia i dlaczego Mesambia
ma być Ziemią Świętą? Dlaczego dyskryminujesz inne wieki i inne ziemie?
Co ma złego w sobie mój wiek, na przykład?
Albo co ma złego w sobie moja ziemia? - A na to Bóg odpowiedział:
- Święto jest święte, ponieważ ukazuje, że wszystkie dni w roku są święte.
Sanktuarium jest święte, gdyż ukazuje, że wszystkie miejsca są uświęcone.
Tak też Chrystus urodził się, aby pokazać, że wszyscy ludzie są dziećmi Bożymi.


JEZUS NA MECZU PIŁKARSKIM

Jezus Chrystus nam powiedział, że nigdy nie był na meczu piłkarskim.
Tak więc z przyjaciółmi zabraliśmy go, by zobaczył choć jeden.
Walka była zaciekła między drużyną protestanckich
"Uderzeniowców" i katolickich "Krzyżowców".
Jako pierwsi strzelili "Krzyżowcy".
Jezus oklaskiwał entuzjastycznie i wyrzucił w górę kapelusz.
Potem strzelili "Uderzeniowcy" i Jezus znowu
klaskał z entuzjazmem i znowu rzucił w górę kapelusz.
To, zdaje się, zmieszało pewnego człowieka za nami.
Trącił Jezusa w ramię i zapytał:
- Za którą drużyną pan kibicuje, dobry człowieku?
- Ja? - odpowiedział Jezus wyraźnie podniecony meczem. -
Nie kibicuję za nikim. Po prostu cieszy mnie gra.
Mężczyzna zwrócił się do swego sąsiada i mruknął:
- Hm, ateista.

W drodze do domu krótko poinformowaliśmy Jezusa o aktualnej sytuacji religijnej na świecie.
- Ciekawe, co się dzieje z osobami religijnymi na świecie, Panie - mówiliśmy mu. - Ciągle
im się wydaje, że Bóg jest po ich stronie i że jest przeciwko innym.
Jezus przytaknął.
- Właśnie dlatego nie popieram żadnych religii, tylko ludzi - powiedział. - Ludzie są ważniejsi
od religii. Człowiek jest ważniejszy niż szabat.
- Powinieneś uważać na to, co mówisz - ostrzegł go jeden z nas.
- Już raz Cię ukrzyżowali za mówienie podobnych rzeczy, nie pamiętasz?
- Tak - i to właśnie religijni ludzie - odpowiedział Jezus z ironicznym uśmiechem.


NIENAWIŚĆ RELIGIJNA

Turysta rzekł do przewodnika:
- Ma pan rację, że czuje się pan dumny ze swego miasta.
To, co wywarło na mnie szczególne wrażenie, to liczba kościołów tutaj.
Z pewnością tutejsi ludzie muszą bardzo kochać Boga.
- No cóż - odparł cynicznie przewodnik - być może,
kochają Boga, ale nie ma najmniejszych wątpliwości,
że się wzajemnie śmiertelnie nienawidzą.

To mi przypomina pewną dziewczynkę, którą zapytano, kto to są poganie.
Odpowiedziała: "Poganie to ludzie, którzy nie kłócą się z przyczyn religijnych".


MODLITWA OFENSYWNA I DEFENSYWNA

Katolicka drużyna piłkarska udawała się na ważny mecz. Jeden z dziennikarzy
wsiadł do tego samego pociągu i przeprowadził wywiad z trenerem.
- Rozumiem - powiedział dziennikarz - że macie, panowie, z sobą także kapelana,
by modlił się o zwycięstwo drużyny. Czy nie miałby pan nic przeciwko temu, żeby mi go przedstawić?
- Ależ bardzo chętnie - odpowiedział trener. - A którego chciałby pan poznać:
kapelana ofensywnego czy defensywnego ?

IDEOLOGIA

Przytłaczające jest to, co można przeczytać o okrucieństwie ludzi. Oto dziennikarski
zapis tortur stosowanych we współczesnych obozach koncentracyjnych:

Ofiarę przywiązuje się do metalowego krzesła.
Poraża się ją ładunkiem elektrycznym, coraz silniejszym,
aż zacznie zeznawać.
Otwartą dłonią kat uderza w ucho ofiary tak długo, aż pęka bębenek.
Ofiarę przywiązują pasami do fotela dentystycznego.
Wtedy dentysta zaczyna borować w zębie, aż dosięgnie nerwu.
I boruje dalej, aż ofiara zgodzi się na współpracę.

Człowiek nie jest okrutny z natury. Staje się okrutny, kiedy jest nieszczęśliwy
lub kiedy zaprzedaje się jakiejś ideologii.
Jedna ideologia przeciwko drugiej, jeden system przeciw drugiemu, jedna religia przeciw drugiej.
A w środku przygnieciony człowiek.
Ludzie, którzy ukrzyżowali Jezusa, prawdopodobnie nie byli okrutni. Możliwe, że wielu było czułymi
małżonkami i tkliwymi ojcami, którzy, aby zachować system, ideologię czy religię, stali się zdolni
do wielkiego okrucieństwa.
Gdyby ludzie religijni zawsze szli za poruszeniem serca, zamiast iść za logiką swojej religii, zostałyby nam
zaoszczędzone przedstawienia takie, jak palenie heretyków, wdowy idące na stosy, by spłonąć z ciałem męża,
czy też obraz milionów niewinnych ludzi zabitych w wojnach wywołanych w imię religii i samego Boga.
Morał: Jeśli masz wybrać między głosem współczującego serca a wymaganiami ideologii,
odrzuć ideologię bez chwili wahania. Współczucie nie ma ideologii.


ZMIENIĆ ŚWIAT PRZEZ ZMIANĘ SIEBIE

Sufi Bayazid opowiada o sobie samym:
Za młodu byłem rewolucjonistą i moja modlitwa wyglądała tak:
"Panie, daj mi siły, żeby zmienić świat".
W miarę jak stawałem się dorosły i uświadomiłem sobie, że minęło mi pół życia,
a nie zdołałem zmienić ani jednego człowieka, zmieniłem moją modlitwę i zacząłem mówić:
"Panie, udziel mi łaski, by przemienić tych,
którzy się ze mną kontaktują. Choćby tylko moją rodzinę
i moich przyjaciół. Tym się zadowolę".
Teraz, kiedy jestem stary i moje dni są policzone, zacząłem rozumieć,
jaki byłem głupi. I moja jedyna modlitwa jest taka:
"Panie, udziel mi łaski, bym sam się zmienił".
Gdybym tak się modlił od początku, nie zmarnowałbym życia.

Wszyscy myślą o zmianie ludzkości.
Prawie nikt nie myśli o zmianie samego siebie.


OSWOJENI BUNTOWNICY

To był trudny charakter. Myślał i postępował w odmienny sposób niż my wszyscy. Wszystko podważał.
Był buntownikiem, prorokiem, psychopatą czy bohaterem ?
- Kto jest w stanie określić różnicę? - mówiliśmy. - A w końcu, komu na tym zależy ?
Tak więc uspołeczniliśmy go. Nauczyliśmy go wyczucia opinii publicznej i cudzych sentymentów. Zdołaliśmy
go ułagodzić. Zrobiliśmy z niego człowieka, z którym przyjemnie się żyło, doskonale zaadaptowanego.
W rzeczywistości to, co zrobiliśmy, polegało na nauczeniu go życia zgodnego z naszymi oczekiwaniami.
Uczyniliśmy go układnym i słodkim.
Mówiliśmy mu, że nauczył się kontrolować siebie samego i gratulowaliśmy mu tego osiągnięcia.
A i on zaczął sobie tego gratulować. Nie mógł zobaczyć, że to my zdobyliśmy go.

Jakiś potężny typ wszedł do zatłoczonego pomieszczenia i krzyknął:
- Jest tu facet, którego nazywają Murphy?! - Podniósł się pewien
mały człowieczek i rzekł: - Ja jestem Murphy.
Potężny typ nieomal go nie zabił. Połamał mu pięć żeber, rozbił nos, podbił oczy
i zostawił go jak szmatę na podłodze. Po czym wyszedł ciężko stawiając nogi.
Kiedy sobie już poszedł, spostrzegliśmy ze zdumieniem, że człowieczek śmiał się pod nosem.
- Ale nabrałem tego faceta - powiedział cicho. - Ja nie jestem Murphy! Cha, cha, cha !

Społeczeństwo, które oswaja swoich buntowników, zyskuje spokój, ale traci przyszłość.



ZAGUBIONA OWCA

Przypowieść dla religijnych wychowawców.

Jedna owca znalazła dziurę w płocie i przecisnęła się przez nią.
Ucieczka napełniła ją szczęściem. Błądziła długo i wreszcie zagubiła się.
Wtem spostrzegła, że idzie za nią wilk.
Zaczęła uciekać, ale wilk ciągle był za nią.
Aż przyszedł pasterz, ocalił ją i przyprowadził na powrót,
z wielką czułością, do stada.
Pasterz, choć wszyscy nakłaniali go do czegoś przeciwnego,
nie chciał naprawić dziury w płocie.


JABŁKO DOSKONAŁE

Zaledwie Nasruddin skończył swoje wystąpienie, jakiś żartowniś spośród słuchaczy rzekł:
- Zamiast rozwijać teorie duchowe, dlaczego nie pokażesz nam czegoś praktycznego?
Biedny Nasruddin zmieszał się.
- Ale jakiego rodzaju ma być ta praktyczna rzecz, którą chcesz, żebym ci pokazał?
Żartowniś, zadowolony z zakłopotania, w jakie wprawił mułłę,
i z wrażenia, jakie wywarł na obecnych, powiedział:
- Pokaż nam, na przykład, jabłko z rajskiego ogrodu.
Nasruddin natychmiast chwycił jakieś jabłko i pokazał mu.
- Ale to jabłko - powiedział tamten - jest z jednej strony zgniłe.
Niewątpliwie jabłko rajskie musiało być doskonałe.
- To prawda. Rajskie jabłko musiało być doskonałe - powiedział mułła. -
Ale biorąc pod uwagę twoje realne możliwości, to jest najbardziej
podobne do rajskiego jabłka, z tego, co kiedykolwiek będziesz mógł zobaczyć.

Czy może człowiek spodziewać się, że zobaczy doskonałe jabłko mając niedoskonałe spojrzenie ?
Lub wyczuć dobro w innych, gdy jego serce jest samolubne ?


NIEWOLNICA

Król muzułmański zakochał się do szaleństwa w młodej niewolnicy
i rozkazał, by przeniesiono ją do pałacu. Zamierzał ją poślubić i uczynić
pierwszą ze swoich żon. Tylko że, z tajemniczych przyczyn, dziewczyna poważnie się
rozchorowała tego samego dnia, kiedy przeprowadziła się do pałacu.
Stan jej zdrowia stopniowo się pogarszał.
Zastosowano już wszystkie znane środki, lecz
bez żadnego skutku. Biedna dziewczyna była zawieszona między życiem a śmiercią.
Zrozpaczony król obiecał połowę swego królestwa temu,
kto byłby w stanie ją uleczyć.
Nikt jednak nie próbował leczyć choroby,
na którą nie znaleźli lekarstwa najlepsi lekarze królestwa.
Wreszcie zjawił się pewien hakim, który prosił,
by pozostawiono go sam na sam z dziewczyną.
Po godzinnej rozmowie z nią, stanął przed królem,
który z niepokojem wyczekiwał jego diagnozy.
- Wasza Wysokość - rzekł hakim - prawdę mówiąc,
mam niezawodne lekarstwo dla dziewczyny.
I tak jestem pewien jego skuteczności, że jeśliby się nie poprawiło, jestem gotów na ścięcie.
Tylko że lekarstwo, które proponuję, okaże się niezwykle bolesne - ale nie dla dziewczyny,
lecz dla Waszej Wysokości.
- Mów, jakie to lekarstwo - krzyknął król - a będzie je mieć, niech kosztuje, ile chce !
Hakim popatrzył ze współczuciem na króla i rzekł: -
- Dziewczyna jest zakochana w jednym z waszych sług. Dajcie jej wasze
pozwolenie na małżeństwo z nim, a wyzdrowieje natychmiast.
Biedny król ! Za bardzo pragnął dziewczyny, by pozwolić jej odejść.
Za bardzo ją kochał, by dać jej umrzeć.

Uwaga na miłość ! Jeśli się w nią zaplączesz, będzie dla ciebie śmiercią.



MĘDRZEC KONFUCJUSZ

Pewnego razu mówił Pu Shang do Konfucjusza:
- Co z ciebie za mędrzec, jeśli ośmielasz się mówić,
że Yen Hui jest lepszy od ciebie, że Tuan Mu Tsu jest lepszy,
gdy trzeba coś wyjaśnić, że Chung Yu jest odważniejszy od ciebie
i że Chuan Sun jest dostojniejszy niż ty ?
Pu Shang niemalże spadł z ławki, na której siedział,
tak był niecierpliwy odpowiedzi.
- Jeśli wszystko to jest prawdą - dodał - to dlaczego
wszyscy czterej są twoimi uczniami ?
Konfucjusz odpowiedział :
- Siedź spokojnie na miejscu, a powiem ci.
Otóż Yen Hui wie, jak być prawym, ale nie umie się dostosowywać.
Tuan Mu Tsu wie, jak wyjaśniać różne sprawy, ale nie umie dać
w odpowiedzi prostego "tak" lub "nie".
Chung Yu wie, jak być odważnym, ale nie umie być ostrożny.
Chuan Sun Shih wie, jak być dostojnym, ale nie umie być skromny.
Dlatego wszyscy czterej chcą uczyć się u mnie.

Muzułmanin Jalal ud-Din Rumi mówi:
- Dłoń, która jest zawsze otwarta lub zawsze zamknięta, to dłoń sparaliżowana.
Ptak, który nie może otworzyć i zawrzeć skrzydeł, nigdy nie będzie fruwał.


O SZCZĘŚLIWA WINO !

Żydowski mistyk Bael Shem miał dość dziwną formę modlitwy do Boga.
- Pamiętaj, Panie - zwykł mówić - że Ty tak samo potrzebujesz mnie,
jak ja Ciebie. Gdyby Ciebie nie było, do kogo bym się modlił ?
A gdyby mnie nie było, kto modliłby się do Ciebie ?

Dużo radości dała mi myśl, że gdybym nie zgrzeszył, Bóg nie miałby okazji przebaczenia. On potrzebuje
również mojego grzechu. Rzeczywiście, większa jest radość w niebie z powodu jednego grzesznika, który
się nawróci, niż z powodu dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.
O szczęśliwa wino ! Konieczny grzechu ! Gdzie rozlewa się grzech, tam przelewa się łaska.


KOKOS

Małpa zerwała kokos z wysokiej palmy
i rzuciła go na głowę pewnego sufi.
Człowiek podniósł go, wypił mleczko,
zjadł miąższ, a ze skorupy zrobił sobie miskę.

Dziękuję za krytykę.


GŁOS ŚPIEWAKA WYPEŁNIA SALĘ

Zasłyszane przy wyjściu z koncertu:

"Co za śpiewak ! Jego głos wypełniał salę".
"Prawda. Wielu z nas musiało wyjść z sali, żeby zostawić mu miejsce".

Ciekawe ! Panie i panowie, możecie zostać na swoich miejscach,
głos śpiewaka wypełni salę, ale nie zajmie miejsca.
Zasłyszane w czasie pewnej sesji duchowości:

"Jak mogę kochać Boga tak, jak mówi Pismo? Jak mogę dać Mu całe serce?"
"Najpierw musisz opróżnić swoje serce z wszystkich rzeczy stworzonych".

Kłamstwo! Nie bój wypełnić twojego serca ludźmi i rzeczami, które kochasz, gdyż miłość Boga nie zajmie
miejsca w twoim sercu, tak samo jak głos śpiewaka nie zajmie miejsca w sali koncertowej.
Miłość nie jest jak bochen chleba. Jeśli dam tobie kawałem chleba, zostanie mi mniej dla innych. Miłość podobna
jest raczej do chleba eucharystycznego. Kiedy go otrzymuję, otrzymuję całego Chrystusa.
Ale przez to ty nie otrzymujesz mniejszej części Chrystusa; ty również otrzymujesz całego Chrystusa;
tak samo ktoś inny i jeszcze inny.
Możesz kochać twoją matkę z całego serca, i twoją żonę, i twoje dzieci. Zdumiewające jest to, że dając całe
twe serce jednej osobie, nie musisz przez to dawać mniej innej. Wręcz przeciwnie, każda z nich otrzymuje
więcej. Bo jeśli kochasz tylko twojego przyjaciela i nikogo więcej, siłą rzeczy ofiarowujesz mu serce dość
ubogie. Zyskałby, gdybyś ofiarował serce także innym.
Także Bóg straciłby, gdyby nalegał, byś ofiarował swe serce jedynie Jemu. Daruj twoje serce innym:
twojej rodzinie, przyjaciołom, a wtedy Bóg zyska, jeśli ofiarowujesz Mu całe swe serce.


"DZIĘKUJĘ" I "TAK"

Co znaczy kochać Boga? Boga nie kocha się w taki sam sposób, jak się kocha osoby, które można widzieć,
słyszeć czy dotknąć. Bo Bóg nie jest osobą w takim znaczeniu, w jakim my używamy tego słowa. Bóg jest
Nieznany. Całkowicie Inny. Bóg jest ponad takimi wyrażeniami, jak on czy ona, osoba czy rzecz.
Kiedy mówimy, że słuchacze wypełnili salę oraz że głos śpiewaka wypełnił salę, używamy tych samych słów
w odniesieniu do dwóch rzeczywistości całkowicie różnych. Kiedy mówimy, że kochamy Boga z całego naszego
serca oraz że kochamy przyjaciela z całego naszego serca, również używamy tych samych słów dla wyrażenia
dwóch rzeczywistości całkowicie różnych. Ponieważ głos śpiewaka naprawdę nie wypełnia sali.
I nie możemy naprawdę kochać Boga w potocznym słowa znaczeniu.
Kochać Boga z całego serca znaczy mówić TAK, bezwarunkowo, życiu i wszystkiemu, co życie z sobą niesie.
Przyjąć bez zastrzeżeń wszystko, co Bóg rozporządził w odniesieniu do czyjegoś życia. Mieć takie samo
nastawienie jak Jezus, kiedy mówił: Niech się dzieje Twoja wola, nie Moja.
Kochać Boga z całego serca, znaczy uczynić swoimi słynne słowa Daga Hammarskjolda:

Za wszystko, co było - dziękuję.
Na wszystko, co będzie - tak.

To można dać tylko Bogu. Na tym terenie Bóg nie ma rywali. Zrozumieć, że na tym polega miłość Boga, znaczy
równocześnie rozumieć, że kochanie Boga nie jest przeszkodą w miłości bezwarunkowej, czułej i gorącej
swoich przyjaciół.
Głos śpiewaka zalewa salę i bierze ją w posiadanie, bez względu na to, jak jest zatłoczona przez ludzi.
Obecność ludzi nie jest dla niego przeszkodą. Jedynym zagrożeniem mógłby być głos konkurencyjny, który
chciałby go zagłuszyć. Bóg zachowuje bezdyskusyjną władzę w twym sercu, bez względu na liczbę ludzi,
którzy w nim się znajdują. Nie jest przeszkodą dla Boga ich obecność. Jedyne zagrożenie mogłoby płynąć
z zamiaru tych osób zneutralizowania bezwarunkowego "Tak", które wymawiasz w odniesieniu do wszelkich
planów, jakie Bóg mógłby mieć co do twojego życia.


SZYMON PIOTR

Dialog wzięty z Ewangelii:

"<A wy - zapytał Jezus - za kogo Mnie uważacie?> Odpowiedział
Szymon Piotr: <Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego>.
Na to Jezus mu rzekł: <Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony.
Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie>" (Mt 16,15-17).

Dialog naszych czasów:

Jezus: - A ty, mówisz, że kim jestem ?
Chrześcijanin: - Ty jesteś Mesjasz. Syn Boga żywego.
Jezus: - Bardzo dobra odpowiedź. Jaka szkoda, że nauczyłeś
się tego od ludzi, a nie objawił ci tego mój Ojciec, który jest w niebie.-
Chrześcijanin: - To prawda, Panie. Zostałem oszukany.
Ktoś dał mi wszystkie odpowiedzi, nim twój Ojciec z nieba miał czas
mówić. I zadziwia mnie mądrość, jaką okazałeś nic nie mówiąc
Szymonowi i pozwalając, by Twój Ojciec mówił pierwszy.


SAMARYTANKA

"Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta.
I mówiła tam ludziom: <Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi
powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?>" (J 4,28-30).

Chrześcijanin:
Jaką lekcję otrzymaliśmy od tej kobiety! Nie dała odpowiedzi. Ograniczyła się do pytania i pozwoliła, aby inni
znaleźli odpowiedź sami. A przecież musiała czuć pokusę dania odpowiedzi, po tym, co usłyszała z Jego ust:
"Ja jestem Mesjaszem, który mówię z tobą".

I wielu poszło i stało się uczniami usłuchawszy jej słowa. I mówili do kobiety:
"Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy
i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata" (J 4,42).

Chrześcijanin:
Zadowoliłem się wiedzą na Twój temat z drugiej ręki, Panie. Z Pisma i od świętych, od papieża
i od kaznodziejów. Chciałbym móc im wszystkim powiedzieć:
"Nie wierzę z powodu tego, co wyście powiedzieli, ale ponieważ ja sam Go słuchałem".


IGNACY LOYOLA

Mistyk z XVI wieku, Ignacy Loyola, mówił o sobie samym,
że w chwili jego nawrócenia nie było nikogo, kto by go
prowadził, ale Pan osobiście uczył go, jak nauczyciel uczy dziecko.
A na koniec powiedział wręcz, że nawet gdyby uległo zniszczeniu
całe Pismo Święte, on dalej wierzyłby w to, co Pismo objawia,
gdyż Pan objawił mu to osobiście.

Chrześcijanin:
Nie miałem takiego szczęścia jak Ignacy, Panie.
Niestety, było za dużo ludzi, do których mogłem
pójść po radę. A ci osaczyli mnie swoim
bezustannym nauczaniem, tak że z powodu
ich hałaśliwego natłoku
nie mogłem usłyszeć Ciebie,
choćbym się nie wiem jak starał.
Nigdy nie miałem szczęścia
poznać Cię z pierwszej ręki,
gdyż oni zwykli byli mówić:
"My jesteśmy jedynymi nauczycielami,
jakich ci potrzeba;
Kto nas słucha, słucha Jego".
Ale nie mam powodów, by na nich zwalać winę
albo by narzekać,
że byli ze mną w pierwszych latach
mojego życia.
Winić muszę tylko siebie. Ponieważ
nie miałem dość sił,
by wygłuszyć ich głosy,
ani odwagi, by szukać samemu,
ani zdecydowania,
by czekać, aż Ty będziesz mówił,
ani wiary, że któregoś dnia,
w jakimś miejscu
przerwiesz swe milczenie
i przemówisz do mnie.

THE END